12.05. - Nowy rozdział już jest! Miłego czytania! :>

 

Archiwum września 2013

Ważna kwestia w rodziale czwartym


Witajcie, Drodzy Czytelnicy! Pora na kolejnego newsa, tym razem z małym sprostowaniem oraz informacjami dodatkowymi.

Rzecz najwazniejsza: olśniło mnie zupełnie nagle i niespodziewanie, jak to bywa zazwyczaj przy olśnieniach, iż zapomniałam do rozdziału czwartego wrzucić dosć istotnego dla sensu fabuły dialogu. :) Mianowicie chodzi o wyjaśnienie dziwnego zachowania Daniela z końcówki rozdziału pierwszego. Jeśli ktoś ciekawy, może poszukać zaktualizowanego dialogu w najnowszym tekście. Mniej więcej pośrodku. :D

Druga sprawa. Stałam się pierwszą ofiarą Blogowej Egzekucji, świeżej ocenialni, zdobywając tym samym także swoją pierwszą oceno-recenzję bloga. Jest mi niezmiernie miło, i chociaż z wieloma uwagami się nie zgodziłam (objaśniłam je w komentarzu do oceny), kilka z nich dało mi do myślenia i kazało uwypuklić parę niekoniecznie oczywistych wątków w poprzednich rozdziałach.

Zaktualizowałam także ostatnio dodany dział F.A.Q.. Jak widzicie, z pierwotnie planowanych podstron bloga pozostało mi tylko "Uniwersum", które przy dobrych układach dodam w najbliższym tygodniu. Rozdział piąty pojawi się jakoś na początku października... na pewno nie później.

Na koniec pragnę wszystkim podziękować za nieziemsko motywujące komentarze do "Aeis"! Szczególnie cieszą mnie te komentujace fabułę, bowiem wiedza na temat tego, co się podoba, a co nie (lub czego brakuje) jest bezcenna i niezwykle pomocna przy dalszym pisaniu. Jestem naprawdę za to wdzięczna! <3

F.A.Q.


NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA


(ostatnia aktualizacja działu: listopad 2014)
Zasypana licznymi pytaniami postanowiłam utworzyć ten dział, aby chcący wiedzieć więcej od razu otrzymali odpowiedzi na nurtujące ich kwestie. Jeśli jakiejś informacji tu brakuje, nie wahajcie się pytać w komentarzach albo pisać na bee.royal@hotmail.com !

Jak powinno się wymawiać "Aeis"?
Wbrew sugerującym łaciński dyftong literkom "ae", wyobrażam sobie to słowo jako trzysylabowe. Czyli czytane: a-e-is, z akcentem na "e".

Kolejne romansidło dla nastek, które ma być niby oryginalne? Nie kupuję tego.
Och, nie musisz. Nie kryję się z faktem, że piszę w określonej konwencji, jednak wcale nie silę się na oryginalność. Wręcz przeciwnie: opowiadanie zawiera wiele klisz i motywów znanych z innych opowieści, tyle że staram się je przedstawić na swój sposób. Moim celem jest stworzenie historii, której czytanie sprawia frajdę. Jeśli po kilku pierwszych rozdziałach masz dość, najwyraźniej nie jest to tytuł dla Ciebie. : )

Po co Ci dział "Bohaterowie"? Czytelnik sam powinien sobie ich wyobrazić.
Kiedy blog powstawał, robiłam swoisty research wśród potencjalnych czytelników i pytałam, co najchętniej by tu jeszcze widzieli. Większość zgodnym chórkiem poprosiła o dział z bohaterami. Nie ukrywam, że też skorzystałam tu z okazji, aby pokazać swoje własne wyobrażenie postaci w formie rysunków. :) Efekt zresztą jest taki, iz dział "Bohaterowie" należy do najczęściej czytanych na całym blogu...

Gdzie dzieje się akcja opowiadania?
Poza Ardmorem i otaczającymi go krainami, Julia żyje i uczy się w absolutnie wyimaginowanym mieście wyimaginowanego kraju, którym może być zarówno odpowiednik Polski, jak i Wielkiej Brytanii.

Skąd wzięłaś ten szablon? Dlaczego jest taki dziwny?
Bazowy kod wzięłam z bloga cudownego Indonezyjczyka - http://djogzs.blogspot.com (uwaga! blog ma strasznie wpieniające reklamy), a następnie przekodowałam go pod własne potrzeby. Całą grafikę (header, obrazki do postów, portrety postaci itp.) wykonałam sama. Skąd pomysł na taki niestandardowy szablon? Prawdę mówiąc, po prostu mi się spodobał. Ale też blog jest przez to bardziej zapamiętywalny, prawda? :>

Czy dziewczyna w headerze to Julia? Do kogo należy oko w grafice do rozdziałów?
Owszem, dziewczyna z headera to tak jakby Julia. Przerobiłam ją z tego stocka, ale w przyszłości pewnie zamienię ją na własny obrazek. Oko może należeć zarówno do Julii, jak i do samej Aeis. :)

Jakiego programu do grafiki używasz?
Adobe Photoshop CC 2014.

Dlaczego Julia Potocka jest taka... przeciętna?
Bo jest zwykłą nastolatką. Nikt nigdzie nie powiedział, że niezwykłe historie mogą przytrafiać się jedynie najładniejszym, najpopularniejszym, najbogatszym, najmądrzejszym, najbardziej samotnym i najoryginalniejszym (niepotrzebne skreślić) emo bohaterkom. ;) Mary Sue nie istnieją! Zresztą, dzięki temu wewnętrzna przemiana głównej bohaterki będzie o wiele ciekasza.

Dlaczego bohaterowie noszą polskie imiona? Po raz pierwszy się z tym spotykam.
Zacznijmy od tego, że imiona użyte w opowiadaniu wcale nie są polskie. Większość z nich - czyli pomijając te ewidentnie wymyślone - ma jeszcze starożytne korzenie ("Julia" pochodzi z łacińskiego, "Daniel" z hebrajskiego itd), przez co są uniwersalne i występują na całym świecie w różnych językowych odmianach. Jako że opowiadanie piszę po polsku, zdecydowałam się także na polski zapis tych imion, aby wszystko trzymało się kupy. ;)

Czy mogę zasugerować swój pomysł do opowiadania?
Ależ oczywiście! Mam nakreśloną linię fabularną całości, jednak jeśli Twoja sugestia będzie ciekawa, z chęcią wdrożę ją w historię. ^^

Czy Julia i Daniel będą parą? Czy dziewczyna jest faktycznie inkarnacją Aeis?
Och, gdybym miała odpowiadać na takie pytania, nie byłoby sensu w pisaniu ciągu dalszego, prawda? Powiem tylko tyle: będzie się działo. :D

Czy pisałaś coś wcześniej?
Moje przygody z pisaniem zakończyły się wiele lat temu z momentem pójścia na studia. Wcześniej regularnie prowadziłam pamiętnik, pisałam wiersze i tworzyłam mnóstwo krótszych lub dłuższych opowiadań (z tych ostatnich niestety żadnego nie ukończyłam, choć największe z nich ma przeszło 80 - sic! - stron). Nie umieszczałam ich jednak na żadnym blogu, toteż "Aeis: Fałszywa Dusza" jest moją pierwszą, hm, pisarską publikacją, oraz pierwszym słownym tworem powstałym po wielu latach przerwy.

Czy pokażesz swoje inne rysunki?
Niestety póki co nie podam Wam linka do mojej oficjalnej strony i galerii, bowiem cała zabawa w anonimowość wyszłaby na jaw. :) Mogę jedynie obiecać, iż w przyszłości pojawi się tu więcej portretów oraz ilustracji mojego autorstwa. A wielki plus dla osoby, która mnie wyszuka po obrazkach. :D

Tak się niby ukrywasz, a przecież łatwo Cię znaleźć.
Na początku się ukrywałam, z czasem mi przeszło. Nie jestem jednak dosłowna z ujawnianiem swojej tożsamości, zatem niech szukają mnie ci, którzy naprawdę chcą wiedzieć. Jest to dla mnie dodatkowy komplement! :>

Czy do opowiadania zainspirowała Cię "Wybranka bogów" Phyllis Christine Cast?
Na moje szczęście nigdy wcześniej o tej książce nie słyszałam, zatem nie miejcie najmniejszych obaw, że czymkolwiek będę się sugerować. Zerknęłam na opis powieści i z radością powiem, że treść mojego opowiadania różni się odeń diametralnie. :)

Myślałaś o wydaniu książki?
Nie raz, jednak póki co - za wysokie progi na moje nogi... ;) W głowie mam dwa tytuły, które w przyszłości chciałabym zamienić na papier, lecz daleko mi do myślenia o tym na poważnie. "Aeis" jest swojego rodzaju wstępem do pisania ambitniejszych rzeczy.

ROZDZIAŁ IV




Wielki kruk podskakiwał na chudych nóżkach, ciągnąc bezwładnie lewe skrzydło. Regularnie co kilka metrów gubił pióro. Julia stała na początku pierzastej ścieżki i obojętnie obserwowała, jak czarny ptak z trudem próbuje wzbić się w powietrze. Wyglądał, jakby bardzo się spieszył i zmierzał do konkretnego celu. Dziewczyna postanowiła iść za nim, podnosząc z ziemi kolejne pióra i bezwiednie układając je w bukiet.
Z czasem pęk w jej dłoni stał się na tyle gęsty, że nie mogła go już utrzymać. Chcąc schować czarną wiązankę za jakiś pas lub w kieszeń, dziewczyna spostrzegła, iż jest naga. Zaczęła więc okrywać się grubymi piórami, które samoistnie przylegały do jej ciała.
Kiedy cała odziana w ptasi strój podniosła ostatnie pióro, kruka nigdzie już nie było. Zaczęła szukać go wzrokiem na ciemnoszarym niebie, lecz wokół było pusto i głucho, a pod nią otwierała się skalista przepaść. Zdało jej się, że skoro ma pióra, to poszybuje zaraz w stronę bezbarwnego horyzontu. Już miała zrobić krok do przodu, kiedy do jej uszu dotarły nieprzyjemne odgłosy stukania. Zawahała się. Nim zdążyła dokonać ponownej próby, stukanie powtórzyło się. Ktoś pukał do drzwi.


Poczuła zapach skórzanego materiału oraz ogarniający ciało ból. Na czymkolwiek spała, było twarde, płaskie i kłujące. Z trudem otworzyła oczy. Jednostajne uderzenia słyszane już na jawie przywróciły dziewczynie strach oraz świadomość przebywania w obcym miejscu. Kto pukał do drzwi? Gdzie się w ogóle znajdowała?
Próbując sobie desperacko przypomnieć ostatnie chwile przed utratą przytomności, Julia usiadła na konstrukcji z siana, kilku szmat i futrzanej narzuty, która robiła za łóżko. Koszmarnie niewygodne łóżko, ale przynajmniej ciepłe. Malutkie pomieszczenie z szarej cegły rozświetlały dwa kandelabry postawione na drewnianych stoliczkach. Na jedynym krześle w pokoju dostrzegła swoją torbę przewieszoną przez płaszcz i wtedy po raz trzeci usłyszała stukanie. Dopiero teraz zupełnie oprzytomniała.
Rzuciła się do kieszeni palta w poszukiwaniu telefonu. Znalazła. „Brak zasięgu sieci” – no oczywiście, czego innego mogła się spodziewać w najpewniej podziemnym pomieszczeniu bez okien.
– Nie śpisz już? – spytał ostrożnie dobiegający zza drzwi męski głos. Julię obleciała kolejna fala strachu. Zaraz zaraz, co się wydarzyło? Poszła za Patrykiem – nie, za Danielem. Był śnieg, były góry... Potem jakaś msza w zrujnowanej świątyni. A, no i ptaki. Oraz ci wszyscy dziwni ludzie w kapturach... Nastolatka momentalnie zbladła na myśl o brodatych mężczyznach, wśród których straciła przytomność. Ktoś ją przecież musiał tutaj zanieść, zdjąć płaszcz, buty, przykryć futrem. Cholera.
– Daniel? – zachrypiała w stronę drzwi. Po kilkunastu sekundach ciszy głos odpowiedział:
– Mogę wejść?
– Yy, tak – odparła niepewnie, siadając z powrotem na sienniku i przykrywając się odruchowo kołdrą, chociaż była ubrana. Z lękiem patrzyła w stronę wejścia.
Do pokoju powoli wkroczył Daniel, zamykając za sobą drzwi, a następnie spokojnie siadając na krześle. Odetchnęła z ulgą, widząc znajomą osobę, chociaż trudno byłoby określić ich znajomość mianem bliskiej. Chłopak miał zmęczoną twarz, podkrążone oczy, a włosy jeszcze bardziej zmierzwione niż zwykle. Dawno nie spał. Wpatrywał się w Julię tępym wzrokiem, jakby w oczekiwaniu albo samemu szukając odpowiednich słów. Dziewczyna również zastanawiała się, co powiedzieć, jednak stres nie pozwalał jej się skupić na niczym, a na usta cisnęło się tylko pytanie „Dlaczego nie jesteś Patrykiem?”, co było tak irracjonalne w zaistniałej sytuacji, że postanowiła milczeć. W końcu młodzieniec podjął szorstko:
– Jak się tu znalazłaś?
No tak. Nadszedł ten moment, kiedy musi wytłumaczyć się ze swojego głupiego wścibstwa. Drżącym głosem opowiedziała po kolei, jak, myląc go z kimś innym, zabawiła się w szpiega, a później, z zablokowaną drogą powrotu, szukała już tylko wyjścia z kłopotliwej sytuacji. Czuła, jak z każdym kolejnym słowem się czerwieni oraz jak bardzo obnaża przy nim swoją bezmyślność i bezradność. Było jej wstyd, jak nigdy w życiu. Starała się trochę nagiąć historię, określając budynek szkoły jako miejsce spotkania oraz tworząc plotki o domniemanej szkolnej imprezie, jednak niczym nie potrafiła usprawiedliwić swoich kolejnych czynów.
Daniel słuchał jej uważnie, mrużąc oczy z lekkim niedowierzaniem. Kiedy skończyła, skomentował sucho:
– Patryk wyjechał na tydzień z rodzicami do rodziny za granicą.
To sprawiło, że cała opowieść Julii stała się jeszcze bardziej naciągana, a ona sama zrobiła wielkie oczy. Czyli cała niedoszła randka była tylko perfidnym blefem. Kto ją tak okrutnie wkręcił? Paulina? Ale dlaczego? Zresztą, jakie to miało teraz znaczenie.
– Czym mogę stąd wrócić do domu? Moi rodzice pewnie zaczynają się martwić, chociaż niby mogę im powiedzieć, że nocowałam u Angeliki. Jest tu gdzieś zasięg? – podjęła z niewinnym uśmiechem, sama nie wierząc w sens pytań, lecz Daniel wciąż nie zmieniał wyrazu twarzy, a w odpowiedzi westchnął głęboko.
– Posłuchaj mnie. Aeis...
– Nie jestem Aeis. – Julia przerwała mu stanowczo, lecz po chwili zreflektowała się, widząc poirytowanie u rozmówcy. Spuściła wzrok: – Przepraszam, mów dalej.
– ...Aeis jest boginią, którą tutaj czcimy. Wielką panią tego świata. Królową życia, przewodniczką dusz, strażniczką prawdy. Zapamiętaj to dokładnie. Masz. – Wyciągnął z kieszeni złożoną kilka razy kartkę, po czym wręczył dziewczynie i rzekł: – Przeczytaj i z a p a m i ę t a j. Koniecznie.
– Dlaczego? – nie wytrzymała i spytała zdezorientowana. Daniel wykrzywił usta w niezadowoleniu.
– Bo musisz się w nią wcielić na jakiś czas.


Żółty płomień tańczył wesoło na knocie świecy miedzianego kandelabru. Tuż obok leżała kartka z prędko nakreślonym krótkim tekstem, a naprzeciwko siedziała otępiała Julia z twarzą ukrytą w dłoniach. Nie płakała, była za to blada i roztrzęsiona. Powoli porządkowała w głowie zasłyszane właśnie informacje i próbowała oswoić się z nowo zaistniałą sytuacją.
– Dwa miesiące, dwa miesiące... – powtarzała, niedowierzając.
Daniel nie miał wiele czasu na wyjaśnienia. Starał się mówić szybko, bez emocji i rzeczowo. A brzmiało to, jakby streszczał jakiś film klasy B gatunku science-fiction: że to zupełnie inny świat, którego nie znajdzie się na mapie („Równoległe uniwersum bądź inny wymiar, jak wolisz” – określił); że przejścia między nim a naszym są tylko jednostronne i otwierają się jedynie w specjalnych miejscach o określonych porach. Oraz, co było najbardziej szokujące, że czas płynie tu inaczej. I wcale nie chodzi o ośmiogodzinne doby czy widoczne przyspieszenia ruchów ludzi lub przedmiotów. Minuty odczuwało się normalnie, pory roku zmieniały się co trzy miesiące, a słońce tak samo kończyło dzień za widnokręgiem. Jedyne, co miało tu znaczenie, to stosunek mijającego czasu między dwoma światami. Jeśli tutaj upłynęła godzina, w „prawdziwym” świecie sekundnik przesunął się tylko o dziesięć pozycji. Tutaj wszystko działo się o szybciej – trzysta sześćdziesiąt razy szybciej. Podczas gdy Julia przeżywała tydzień, rankami chodząc do szkoły, a wieczorami kładąc się spać, w tym równoległym uniwersum mijały całe lata.
– Że ILE razy szybciej?
– Nie przesłyszałaś się. Jedna sekunda w naszym świecie to sześć minut tutaj. Wiesz, dlaczego przestawiłem zegar o cztery godziny? Bo przejście powrotne otworzy się równo za dwa miesiące tutejszego czasu. Tyle właśnie mają trwać uroczystości związane z rocznicą zstąpienia na ziemię Aeis w ludzkiej postaci, na które tu przybyłem. A jest to dla mnie niezwykle istotne, bowiem należę do bractwa Itienu. Jestem jednym z kapłanów Aeis. To najbardziej elitarny zakon w Ardmorze. Aha, teren, na którym znajduje się ten kompleks świątyń, należy właśnie do Ardmoru. Ale o tym się może dowiesz przy okazji – rzekł niechętnie. – Teraz liczy się co innego. Wiedz, że głęboko wierzę w Aeis oraz w przepowiednię jej ponownego pojawienia. Ale nie wierzę, że spełnia się ona właśnie teraz. – Tutaj delikatnie zadrżał mu głos i chłopak znowu rzucił krzywe spojrzenie na dziewczynę.
– Dwa miesiące...? – Julia nie wierzyła własnym uszom. – Wkręcasz mnie.
– Tak, dwa miesiące. Chyba że znajdziesz wcześniej inne przejście, bo ja osobiście znam tylko jedno działające. A jeśli masz wątpliwości co do moich słów, to proszę, wyjdź sobie na zewnątrz, pospaceruj trochę po górach i sama oceń, na ile to miejsce przypomina ci ulicę Paproci – wtrącił zgryźliwie. Wyraźnie miał pretensję do nastolatki za zaistniałą sytuację – skądinąd słusznie, pomyślała potem ze skruchą. Dziewczyna spuściła wzrok w przepraszającym tonie. Łatwo było wywołać u niej poczucie winy.
Dalej chłopak opowiadał o konsekwencjach minionego wieczoru i niespodziewanie przerwanej ceremonii.
– Jesteś pierwszą kobietą od wielu stuleci, która przekroczyła progi tej świątyni. I w ogóle chyba pierwszą osobą pozbawioną błogosławieństwa Aeis, która to zrobiła i jeszcze żyje. A to tylko dlatego, że miałaś cholernie nieprawdopodobne szczęście – wycedził przez zęby. Julia bardzo żałowała swoich przewinień, ale jednocześnie ponownie budziła się w niej niedawna ciekawość i chęć zadawania pytań. Mając przed sobą kogoś, kto wyraźnie orientował się w tej zawiłej sytuacji, czuła się odrobinę bezpieczniej. Poza tym chciała wreszcie zejść z tematu wypominania jej bzdurnych błędów.
– Dlaczego kiedy mnie mijałeś, tam na ulicy, zachowywałeś się tak, eee... – Desperacko szukała odpowiedniego słowa. – Tak dziwnie?
Daniel podniósł jedną brew.
– Tak wyglądałem? – Wydawał się lekko zaskoczony. – No cóż, w drodze do portalu powtarzałem słowa modlitwy oraz swojej przemowy. Mojej pierwszej przemowy, tak notabene, którą teatralnie przerwałaś.
I znowu uszczypliwa uwaga. Jakby miał jeszcze wątpliwości co do odczuwania przez nią wyrzutów sumienia. Postanowiła tym razem to zignorować.
– A co to było, takie zielonkawe światło, które wybuchło z twojego pierścienia?
– To właśnie błogosławieństwo naszej bogini, które zaklęte jest w tym szmaragdzie. – Po tych słowach wskazał na serdeczny palec prawej dłoni, gdzie na powierzchni turkusowego kamienia iskrzyły się odbicia pląsających płomieni. – Teraz jesteś naznaczona piętnem Itienu, choć dla ciebie pewnie nic to nie znaczy. – Westchnął.
– Rzuciłeś na mnie czar po to, żebym zemdlała? – Nastolatka uniosła brwi.
– To reakcja nieprzygotowanego organizmu na tę częstotliwość światła. Poza tym musiałem. Ci głupcy byli tak zaaferowani hipotetycznym pojawieniem się Najświętszej, że nie zdążyli wyczuć w tobie braku jakiejkolwiek aury. Inaczej pewnie od kilku godzin albo byłabyś martwa, albo dogorywałabyś na śnieżnym pustkowiu. Jak już mówiłem, kobietom nie wolno przekraczać progów świątyni.
Julia wzdrygnęła się po tych słowach, chociaż Daniel mówił już cieplejszym tonem.
– Ale dlaczego? – zapytała zupełnie zakłopotana.
– Tylko jedna pani może przebywać w świętym miejscu i zawsze będzie nią Aeis – odparł niejasno. – Wejście do jej świątyń jest zakazane zwykłym ludziom. Nie mam pojęcia, co by z tobą zrobili, ale dziękuj bogom, ba – boskim ptakom, a przede wszystkim dziękuj wielkiej Aeis, za to, że zdołałem ich przekonać i nadal żyjesz. Ale teraz surowo zapłacisz za to zbezczeszczenie. – Jego głos ponownie spoważniał. – Błogosławieństwo Aeis to zaszczyt, którego dostępują tylko nieliczni. Ty zaś na nie nie zasłużyłaś i najświętsza Aeis, zamiast chronić, może chcieć cię teraz ukarać. – Popatrzył srogo na dziewczynę, do której nie wszystko jeszcze docierało.
– Większość z kapłanów to starzy ślepcy, którzy całe życia zatracili na służeniu w świątyni – kontynuował. – Wielu z nich, tak jak ja, przybyło z zewnątrz. Z „naszego” świata. Większość jednak już nie powróciła i albo dawno pomarła, albo z wiekiem zapomniała o swoich domach. Nieliczni założyli nowe rodziny, a ich ciała przystosowały się do tutejszego biegu czasu i zaczęły normalnie starzeć. Moi dawni rówieśnicy skonali, a niektórych sędziwych kapłanów pamiętam ze swoich poprzednich podróży jako ledwie trzynastolatków. Umrą pewnie i oni w tym podłym, zimnym świecie, nigdy nie powracając do swych rodzin, choć tak naprawdę dla ich bliskich minęło tylko parę tygodni.
Dziewczyna obserwowała z przejęciem, jak rozdrażniona dotychczas twarz Daniela przybrała wyraz szczerego smutku. On naprawdę żałował tych biednych ludzi, którzy samolubnie poświęcili swoje życia dla niezrozumiałych uciech mroźnego równoległego świata. Ale w tym krótkim, pełnym strapienia spojrzeniu było coś więcej, jakaś osobista pobudka i poruszenie. Nie śmiała jednak zapytać.
– Julia, słuchaj, bo mamy mało czasu. – Daniel po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu. Ucieszyła się w duchu, że zapamiętał, chociaż momentalnie zrobiło się jej jeszcze bardziej głupio, skoro sama do wczoraj nie rozróżniała go z Patrykiem. To stanowczo wypowiedziane polecenie przywróciło jej skupienie. – Oni są święcie przekonani, że to właśnie t y jesteś inkarnacją Aeis. Mija dokładnie tysiąc pięćset lat od jej przybycia, a ty zjawiasz się wśród ptasiego harmideru ni stąd, ni zowąd, podczas pierwszej ceremonialnej mszy. Nikomu nie przemówimy do rozsądku, bo twoja historyjka jest dość absurdalna, a obecnie nikt poza mną nie używa tego przejścia ze świata zewnętrznego. – W tym momencie zawahał się.
– Nikt poza tobą?
– Nikt. Już nikt – odrzekł krótko chłopak, lecz głos mu dziwnie zadrżał, jakby mówił nieprawdę lub nie był pewien swoich słów. Najwyraźniej czegoś nie chciał jej powiedzieć. Mimo to dziewczyna wykorzystała ciszę na wyrzucenie następnych nękających ją pytań.
– Skąd w ogóle wiesz o tym miejscu? O tej całej Aeis? Czy Patryk też tutaj był? No bo dlaczego niby przejście znajduje się tak po prostu pod naszą szkołą? I co-
– Na litość boską, dość! – Daniel krzyknął tak niespodziewanie, że aż podskoczyła. – Na włosku wisi twoje i teraz zapewne także moje życie, a ty o takie pierdoły pytasz! W dodatku szlag mnie trafia, bo ja czekałem na zjawienie się Aeis, a nie jakiejś nieprzytomnej nastolatki! Dziewczyno, ogarnij się, czas ucieka! – Oczy młodzieńca zapłonęły w eskalacji złości. Julia wstrzymała oddech. – Wykuj na pamięć tę pieprzoną kartkę, a ja potem przemycę ci jakąś księgę z mitologią Per'imu. Musisz, do cholery, przynajmniej orientować się w swojej własnej historii! Przez dwa miesiące nie możesz ani na chwilę wzbudzić wątpliwości, że to właśnie TY jesteś współczesną inkarnacją Aeis, bo inaczej oboje skończymy w trupiarni – ty za szerzenie herezji, a ja za kłamstwo oraz impulsywne podjęcie decyzji. Czy zrozumiałaś jasno?
Dziewczyna zaczęła pojmować, że to nie są żarty ani zabawa w przygodę. Musi stawić nagle czoło obcej kulturze i religii, jednocześnie sprawiając wrażenie, że to dla niej chleb powszedni. Jej umysł zatrwożyła myśl o liczbie potencjalnych okazji do potknięcia i zdradzenia się.
Czuła się jak karcone przez rodzica dziecko. Nie przypuszczała, że chłopak, którego jeszcze dzień wcześniej traktowała jako ewentualnego partnera do randki w ciemno, jest w stanie tak ostro ją zganić i gwałtownie wybuchnąć krzykiem. Jego gęste brwi pod ciemnymi kosmykami włosów zmarszczyły się, a nozdrza orlego nosa lekko poszerzyły. Na bladych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Dziewczyna doznała na moment dziwnego uczucia egzaltacji, choć świadomość powagi sytuacji szybko zgasiła niecodzienne wrażenie i kazała jej skinąć głową.
– Tak. Chyba rozumiem. – Pełen strachu głos ledwo dotarł do jej własnych uszu.
Nastała chwila ciszy, która powoli gasiła wzburzone emocje i napiętą atmosferę. Daniel zamknął oczy i złapał się za głowę. Wyglądał na wyczerpanego i skonsternowanego.
– Dobra, to na razie tyle. – Wstał z krzesła i rozejrzał się po pokoju. – Jutro wyruszamy do zachodnich świątyń, lecz już dzisiaj pokażesz się na mszy. Musisz pobłogosławić wiernych – rzekł obojętnie, nie zważając na pytającą minę nastolatki, po czym wyjął z kieszeni jakąś różową kostkę i położył ją na stoliku. – Masz trochę mydła, przyda ci się. Potem przyniosę ci trochę pasty do zębów, szczoteczkę musisz skombinować sobie sama – wyszczerzył zęby. Z błyskiem w oczach wskazał na kąt pomieszczenia, gdzie znajdowały się dwie ceramiczne misy, z których jedna była pełna wody, oraz nieduże drzwiczki wbudowane w ścianę. – Aha, toaleta i zsyp na odpady są tam. Życzę ci miłego pobytu w Ardmorze, Julio.


Te ostatnie, pełne ironii słowa, odbijały się echem w głowie nastoletniej panny Potockiej niczym w bezdennej studni. Miała ledwie kilka godzin, aby przygotować się na dwumiesięczne wakacje w krainie pełnej mrozów i średniowiecznych warunków życia. Jedynym pocieszeniem była myśl, że przynajmniej w domu nie zdążą za nią zatęsknić. Prędzej ją samą dopadnie nostalgia, bo nie pokładała wielkich nadziei na wsparcie ze strony zezłoszczonego Daniela. Zbyt drastycznie namieszała mu w planach, nie ma co. Bolało ją bardzo przeświadczenie, jak trudno będzie naprawić tę niefortunnie rozpoczętą znajomość, szczególnie że chłopak ewidentnie skrywał przed światem własne problemy. A teraz Julia stała się kolejnym brzemieniem, które młodzieniec musi dźwigać przez całe dwa miesiące. I wszystko przez jedną, głupią, w dodatku własną decyzję.
Siedziała zatem na krześle roztrzęsiona, zerkając raz po razie na nieszczęsną karteczkę i usilnie próbując skupić się na jej treści. Jeszcze nigdy zrozumienie i przyjęcie do wiadomości raptem kilkunastu zdań nie przychodziło jej z takim trudem.
Julio,
od dziś Twoje imię brzmi Aeis.
Jak Księga głosi:
Jesteś jedyną władczynią dusz, ziarenek życia, które prowadzisz w odpowiednie miejsca i sadzisz, aby wyrosły z nich żywe istoty. Od Ciebie zależą ich korzenie.
Twoja święta psyche* zrodziła się z najczystszej Prawdy, której strzeżenie jest Twym zadaniem. Wyszukujesz zepsute ziarna, fałszywe dusze, i karzesz je adekwatnie do popełnionych grzechów. Twoimi powiernikami są czarni ptasi słudzy, którzy pełnią rolę przewodników zabłąkanych dusz.
Mieszkasz w Per'imie, krainie bogów. Swoją rangą i ważnością wyrastasz ponad wszystkie inne bóstwa poza jednym – Ageonem, bogiem śmierci i fałszu, Twym partnerem w Czasach Powstania, z którym spłodziłaś świat.
Jesteś panią nas wszystkich.
Jesteś Aeis.

~*~

O opowiadaniu



GENEZA


Nie będę owijać w bawełnę: bezpośrednią pobudką do stworzenia tego opowiadania była chęć napisania parodii współczesnych harlequinów dla nastolatków. Fabuła miała być absurdalna, wyolbrzymiona, miejscami groteskowa. Z momentem wymyślania hstorii jednak zdecydowałam się przekształcić pierwotną ideę w pastisz, czyli jedynie uchwycenie cech najbardziej charakterystycznych dla tego typu powieści. Również i ten pomysł upadł, jak tylko byłam w połowie trzeciego rozdziału...

Ostatecznie nie wiem, jak nazwać ten twór, któremu na imię "Aeis: Fałszywa Dusza". Chcę zawrzeć w tym opowiadaniu wszystkie najlepsze oraz najistotniejsze elementy, które tworzą porywającą historię dla nastoletnich czytelników (głównie czytelniczek) romansów fantasy i im podobnych. Chcę chwytać za emocje, bawić i wzruszać, a jednocześnie pokazać, że wymarzona przygoda niekoniecznie musi być przyjemna, oraz że wampiry wbrew pozorom nie świecą iskierkami... ;)


FABUŁA


Z jednej strony linia fabularna będzie opierała się na znanych wszystkim schematach (czyli m.in. dylematy wyborów, zderzenia ideałów z brutalną rzeczywistością, romanse, tajne organizacje, bitwy, magiczne zjawiska, przepowiednie i mnóstwo innych!), z drugiej jednak zamierzam uczynić ją nieprzewidywalną nawet dla kogoś, kto przeczytał tysiące podobnych opowiadań. Zadanie niełatwe, ale dam z siebie wszystko. :)

Najważniejszym wątkiem będzie przemiana głównej bohaterki. Oczywiście wewnętrzna. Nie chciałam startować z wszędobylską Mary Sue, dlatego Julia nie grzeszy ani urodą, ani inteligencją. Ma dość słaby charakter, sporo kompleksów oraz woli pozostać w cieniu innych (vide: Angelika). Jednocześnie jest osobą nadzwyczaj ciekawską oraz bujającą w obłokach, co - jak widać - ściąga na nią same kłopoty. I te właśnie cechy zamieszam u niej zmienić. Jak? Zobaczycie sami. :)


TECHNIKALIA


Spora część opowiadań czy powieści obracająca się wokół tematyki fantasy i romansu z nastolatką w tle jest pisana narracją pierwszoosobową. Ja jednak zdecydowałam się na coś innego. Już na samym początku w prologu wyjaśniam, dlaczego Julia sama nie opowiada tej historii. Dochodzi do tego moja osobista awersja do pierwszoosobowej narracji, bowiem nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że jedna osoba mogła zapamiętać tyle szczegółów z danej historii. :D Dlatego właśnie zdecydowałam się na narrację trzecioosobową, jednak pisaną z perspektywy głównej bohaterki. Oznacza to, że narrator nie jest wszechwiedzący (poza nielicznymi wtrętkami) i czytelnik poznaje świat razem z Julią.

"Aeis: Fałszywa Dusza" to tytuł dwuczłonowy. W domyśle jest to pierwsza (lub niezależna) część z uniwersum Aeis. Zakładam, iż w przyszłości powstaną albo kolejne części opowiadania, albo zupełnie oderwane od jego fabuły inne twory powiązane z tym światem, krainą Ardmor itp.. Nie lubię zawczasu zamykać sobie wrót do potencjalnych wariacji, a dodatkowo motywuje mnie to do dalszego pisania. ^^

Za betatesty opowiadania odpowiada cudowna Leleth, bez której żyłabym w wiecznym strachu przez zapomnianymi przecinkami, literówkami czy innymi trudnymi do wyłapania błędami.

~*~

Bohaterowie


Z góry zaznaczę, iż dział powstał na specjalne zamówienie, jako że pierwotnie nie zamierzałam go tworzyć. Uznałam jednak, iż warto przynajmniej pokazać bohaterów tak, jak sama ich sobie wyobrażam. Zapraszam zatem do zapoznania się z jeszcze skromną galerią postaci, która z dalszym biegiem historii będzie uzupełniana o nowe nowe oraz informacje dotyczące starych. Jeśli czas pozwoli, postaram sie również przemalować pozostałe portrety. :>

JULIA POTOCKA

WIEK: 17 lat
ZNAK ZODIAKU: Ryby
WŁOSY: kasztanowe i lekko falujące;
OCZY: szare, zawsze szeroko otwarte;
WZROST: 165 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: blada cera, brwi wyraźnie zarysowane i delikatnie przekrzywione do góry, nadając twarzy częstą ekspresję zdezorientowania lub lęku;
OSOBOWOŚĆ: nad wyraz ciekawa świata, trochę infantylna idealistka, oderwana od rzeczywistości marzycielka, wrażliwa, łatwowierna i często ulegająca innym, żądna sprawiedliwości, wiecznie poszukująca własnego "ja";
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): główna bohaterka, domniemana inkarnacja bogini Aeis;

DANIEL ZE SHYADU

WIEK: 19 lat;
ZNAK ZODIAKU: Wodnik;
WŁOSY: ciemnobrązowe, w wiecznym nieładzie;
OCZY: jasnobłękitne, często podkrążone;
WZROST: 176 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: chorobliwie blada cera, gęste brwi, orli nos, wyraźne kości policzkowe, błędne spojrzenie;
OSOBOWOŚĆ: wyjątkowo uparty, wierny swoim ideom, bardziej ceniący dane słowo aniżeli zdrowy rozsądek, dobroduszny i pragnący dobra, lecz jednocześnie niecierpliwy, wybuchowy, nieprzewidywalny;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): pierwszy główny bohater męski, protektor i powiernik Julii podczas podróży przez Ardmor;

BOGINI AEIS

WIEK: nieznany;
ZNAK ZODIAKU: nieznany;
WŁOSY: jasnozłote, falujące;
OCZY: srebrne, lekko skośne;
WZROST: nieznany;
CECHY SZCZEGÓLNE: nieskazitelne, delikatne rysy twarzy, zjawiskowa, eteryczna;
OSOBOWOŚĆ: wedle doniesień zachowanych w księgach kapłanów Itienu: szczera, sprawiedliwa, obiektywna, niewybaczająca, butna, nieprzewidywalna;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): mityczna bogini dusz, władczyni życia, strażniczka prawdy, czczona przez Ardmorczyków jako najważniejsza mieszkanka Per'imu (królestwa bogów); jej symbolem jest czarny ptak;

SERGIUSZ FARGARATH

WIEK: 22 lata;
ZNAK ZODIAKU: Skorpion;
WŁOSY: kruczoczarne, zaczesane do tyłu;
OCZY: piwne, głęboko osadzone;
WZROST: 181 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: podłużna twarz, równy zarost, kozia bródka, przenikliwe spojrzenie i szyderczy, często wręcz szatański uśmiech;
OSOBOWOŚĆ: tajemniczy i milczący, skrzętnie chroni swoją prywatność i życie poza świątynią; cyniczny, bez skrupułów dążący do własnych celów, podejrzliwy, wpływowy;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): kapłan pierwszego stopnia w świątyni Aeis, podróżnik i pielgrzym, większość życia poświęcił na wędrówkach w odległe rejony, aby rozsławiać boginię; główny antagonista na obecnym etapie historii;

ELMUD NEGWAR

WIEK: 73 lata;
ZNAK ZODIAKU: Bliźnięta;
WŁOSY: siwe, zmierzwione;
OCZY: niebieskie;
WZROST: 173 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: gęsta siwa broda i wąsy, wydatny nos, kwadratowa twarz, zmarszczki charakterystyczne dla częstego uśmiechu;
OSOBOWOŚĆ: powierzchownie lekkoduch i ekstrawertyk, dusza towarzystwa, łatwo dający się ponieść emocjom, w rzeczywistości zaś perfekcjonista, ostrożny w swoich decyzjach i doświadczony życiem mędrzec, potrafiący w mig przejrzeć drugiego człowieka, głęboko wierzący w Aeis;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): pierwszy arcykapłan w najstarszej świątyni poświęconej Aeis, główny decydent i mentor dla pozostałych kapłanów;

ZIEMSKIE WCIELENIE AGEONA

(wkrótce)


~*~

O trzecim rozdziale słów kilka...


Pora na pierwszy news z prawdziwego zdarzenia. Przede wszystkim: dziękuję Wam za atak wspaniałych i motywujących komentarzy! Przyznam, że zaskoczył mnie tak duży oraz pozytywny odzew tuż po otwarciu bloga. :3 Ponad 600 odsłon! To jedynie dodaje mi energii na dalsze pisanie!

Dzisiaj prezentuję Wam trzeci rozdział opowiadania, najbardziej istotny dla dalszej fabuły. Zamykam nim wstęp do całości, dając podwaliny całej historii.
Mam nadzieję, że nie piszę zbyt długich rozdziałów oraz że nie przesadzam z opisami. ;) Ale jakby co, nie martwcie się - kolejne części będą aż kipiały od dialogów, bo opowiadanie dopiero się rozkręca!

W najbliższych dniach postaram się wrzucić na stronę:
- F.A.Q.. Dostałam trochę pytań i pomyślałam, że warto byłoby je zebrać w jedno miejsce.
- Dział "Bohaterowie". O tak, nareszcie poznacie twarze pierwszych najważniejszych postaci z opowiadania.
- Rozdział IV...? Mam wielką nadzieję, że zdołam go napisać jeszcze w tym tygodniu!

Tymczasem ściskam gorąco i zachęcam do wyrażania swoich opinii lub propozycji w komentarzach!

~*~

ROZDZIAŁ III




Ogłuszający, jednostajny szum wypełnił jej głowę, a przed oczami pojawiła się bezkresna biel bez widocznej ziemi, nieba czy horyzontu. Chciała złapać się za uszy, ale nie czuła, aby ruszała rękami; spróbowała zasłonić oczy, ale dłonie odmówiły jej posłuszeństwa, a zamykane powieki wciąż ukazywały ten sam biały świat. To było koszmarne. Miała wrażenie, że się dusi, że ta pozornie pusta przestrzeń zaraz ją przygniecie. Myślała, że cała wiruje, chociaż nie odczuwała żadnego ruchu ani nie potrafiła rozróżnić góry od dołu. Było coraz głośniej, coraz jaśniej, coraz szybciej, aż zdało jej się, że zaraz wybuchnie.


Gwałtowny powrót grawitacji powalił ją na ziemię. Zapadła cisza, przerywana sporadycznie echem kapiących w oddali kropli wody. Julia objęła mocno głowę i trwała w bezruchu dłuższy czas, próbując otrząsnąć się po przeżytej właśnie traumie oraz zdobyć pewność, że ten koszmarny szum wplątany w wirującą biel już nie wróci. Kiedy wreszcie odważyła się podnieść wzrok i rozeznać w okolicy, była zdezorientowana. Zobaczyła ten sam portal z rzeźbą kobiety, te same schody na górę. Nadal znajdowała się w kamiennej komnacie?
Jednak chwila oprzytomnienia pozwoliła ocenić, iż obecne pomieszczenie mimo wszystko różni się od poprzedniego. Było puste i bardzo ciemne, a ze szczytu schodów jarzyło się delikatne płomienne światło i tylko dzięki niemu dało się dostrzec kontury otoczenia. Dziewczyna obejrzała się i, ku niemałemu przerażeniu, spostrzegła jedynie kamienną ścianę. Żadnego portalu, żadnego powrotnego przejścia. Cóż za pech z tymi drzwiami dzisiaj, pomyślała. Znowu pozostaje jedynie droga naprzód.


Im wyżej wspinała się po schodach, tym mocniej biło jej serce. Poczuła powiew mroźnego wiatru i zapach zimy, więc odruchowo poprawiła chustę i zapięcie płaszcza, które niestety srodze ucierpiały podczas przygód z brudnymi skałami. Dotarła na górę, gdzie znajdowało się wyjście z jaskini. Do ściany przymocowano tu niewielką pochodnię, która już dogasała, migocząc pomarańczowymi iskrami. Na zewnątrz panowała noc, a śnieg padał obficie.
I właśnie nie wszystkie dotychczasowe niespodzianki, tylko te lądujące na nosie i policzkach płatki najzwyklejszego białego puchu stanowiły granicę cierpliwości nastolatki. To było już po prostu zbyt wiele, aby traktować obecne zajścia poważnie! Julia nigdy nie doświadczyła podobnie realistycznego snu, zatem do teraz, do tych przeklętych płatków śniegu, nawet przez moment nie wątpiła w realność wydarzeń. Obecnie jednak chciało jej się śmiać. To NIE MOŻE być prawdziwe. Nie ma opcji. Może czegoś się naćpała? Oczywiście, to również byłoby dziwne, jako że dziewczyna stroniła od używek, jednak na bank, na sto procent, nie byłoby dziwniejsze, niż właśnie rozpościerający się przed nią krajobraz ośnieżonych ruin na tle górskich łańcuchów!
Znów zawirowało jej w głowie, tym razem jednak od wysokości oraz nadmiaru rześkiego powietrza. Po prawej stronie oraz przed sobą miała przepaść. Po lewej jednak prowadziła w dół kamienista wąska ścieżka, wijąca się wzdłuż masywu skalnego wysokiego na jakiś tysiąc metrów. Jaskinia mieściła się mniej więcej w połowie drogi od ziemi do szczytu, a i tak dziewczyna ledwie mogła dostrzec czubek góry. W dół wolała nie patrzeć.
Nastolatka przyznała, że owszem, nie zdążyła jeszcze dobrze poznać swojego nowego miejsca zamieszkania. W zasadzie poza trasą do szkoły i do centrum nie orientowała się wcale, gdyż wszędzie indziej zawozili ją znajomi. Ale dałaby sobie rękę uciąć, że w tym rejonie kraju nie ma żadnych cholernych gór! I w co ja się wkopałam, westchnęła.
Kłęby śnieżnego pyłu krążyły w powietrzu i nieprzyjemnie szczypały w skórę. Gdzieś w oddali słychać było pokrakiwanie ptaków. Nocna sceneria wyglądała niczym ciemność zalana mlekiem, jednak kiedy Julia wytężyła wzrok, dostrzegła kilka niewyraźnych światełek wśród nieokreślonych ruin na dnie doliny. To świadectwo obecności człowieka przypomniało jej o osobie, przez którą tu w ogóle wylądowała. Wzięła się w garść i zaczęła wokół szukać śladów kogokolwiek, kto ostatnio przemierzał przełęcz. Przecież to było zaledwie parę minut temu, chłopak nie mógł odejść daleko.
Tuż za wejściem do jaskini, pod tlącą się pochodnią, znalazła niewyraźne odciski ogromnych butów. Bingo. I chociaż na kamiennej ścieżce śnieg już zdążył pokryć wszelkie ślady niedawnej wędrówki, nastolatka miała pewność, że odpowiedzi na swoje pytania bez wątpienia znajdzie wewnątrz ruin. Wciąż bowiem naiwnie żyła nadzieją, iż cały ten ambaras okaże się jednym wielkim nieporozumieniem, które da się logicznie wyjaśnić.


Kolejne pół godziny dziewczyna spędziła na powolnej podróży w głąb doliny. Ścieżka, miejscami wąska na najwyżej metr i cholernie śliska, usłana była kamieniami, gałęziami oraz czymś, co podświadomość Julii nazwała kośćmi. Po bliższym rozpoznaniu okazało się, że to tylko korzenie martwych drzew, ale wyobraźnia nastolatki już zaczęła pracować, a przerażenie się powiększać. Im niżej schodziła, tym więcej napotykała dowodów ludzkiej bytności: kawałki szklanych i glinianych naczyń, brudne strzępy szmat, drewniane koło czy zardzewiałe sztućce – wszystko zniszczone, zgubione bądź pozostawione dawno temu na pastwę mrozu i wilgoci.
Kto tędy podróżował? Dlaczego nikt tego nie posprzątał? Co to w ogóle za miejsce? Liczba pytań rosła tak dynamicznie, że nastolatka zaczęła mieć obawy, czy wszystkie spamięta.
Zbliżające się ruiny bardziej przypominały zbiorowiska ułożonych przypadkowo cegieł aniżeli pozostałości po budowlach czy świątyniach. Niemniej światła pochodni były coraz jaśniejsze i jak magnes przyciągały zmarzniętą na sopel lodu Julię, która nie czuła już nosa i uszu, a głowę zdobiła jej czapka z mroźnego śniegu zamiast własnoręcznie szydełkowanej wełny. Ubrała się w końcu na chłodny jesienny wieczór, a nie zimową wycieczkę po górach! Z radością dotarła pod kamienne zadaszenie i, na ile to było możliwe wśród śnieżnej zawiei, ogrzała się trochę przy ciepłodajnym płomieniu.
Ceglany mur był nierówny, pełen dziur i walającego się wokół gruzu. Wyglądał niemalże, jakby groził rychłym zawaleniem. Przez szczeliny, prócz świstu wiatru, uszy dziewczyny dobiegł głęboki dźwięk, przypominający brzmienie ludzkiego głosu. Ucieszyła się, że idzie w dobrym kierunku. Podążając za echem wzdłuż ściany, kilkanaście kroków za rogiem, Julia zaszła pod wielkie drewniane wrota oraz dwie gigantyczne kolumny, chyba jedyne elementy ruin nietknięte przez czas. Głos wyraźnie dobiegał z wewnątrz i swoim wzniosłym tonem wskazywał na czyjąś przemowę.
Weszła do środka z przeczuciem, że zaraz pewnie i to wejście zostanie zamknięte. Ale już miała to gdzieś. W gorsze bagno nie może już zabrnąć, prawda? Prawda?...


W nieoświetlonej komnacie było cieplej, lecz nadal nieprzyjemny chłód wlatywał przez otwory w ścianach. Bezpośrednio naprzeciwko wrót, z muru zwisały ciężkie ciemnoczerwone zasłony. Pośrodku nich majestatycznie prezentował się wysoki na co najmniej pięć metrów gobelin z wizerunkiem jasnowłosej kobiety otoczonej stadem czarnych ptaków – zapewne tej samej damy, która widniała na portalowej rzeźbie. Niewiasta stała z rozłożonymi rękoma, odziana w skromną, lecz półprzeźroczystą suknię. Po jej prawicy, tuż nad dłonią, unosił się wizerunek księżyca z karykaturalną, wykrzywioną w grymasie twarzą; po lewej zaś stronie, w ten sam sposób, lewitowało cudaczne słońce. Kobieta najwyraźniej frunęła w powietrzu, bowiem w tle umieszczono liczne chmury, czarne ptactwo, a na dole gobelinu wytkano malutkie budynki, pola oraz lasy.
Julia zapewne chętnie popodziwiałaby ten precyzyjnie wyszyty obraz, gdyby nie panujący półmrok, przykry chłód, nieustępujący niepokój oraz wciąż narastająca ciekawość. Po obu stronach komnaty znajdowały się schody prowadzące w dół.
Głos mężczyzny – teraz była już tego pewna – stawał się coraz bardziej wyraźny, choć nadal zakłócany echem. Aura otoczenia przywiodła dziewczynie na myśl wielki pusty kościół oraz księdza odprawiającego śmiertelnie nudne kazanie. Nawet podobnie pachniało, a i tembr jego głosu brzmiał kościelnie. Czyżby na dole odbywała się jakaś msza?


Zeszła na potężną kondygnację zdobioną w większości zrujnowanymi arkadami i kolumnami. Wysokie, łącznie trzypiętrowe krużganki, otaczały leżący w głębi dziedziniec, wielki na przynajmniej dwa szkolne boiska.
Widok był niesamowity. Mury wokół kondygnacji pięły się ku szczeremu niebu, setki metrów do góry, kończąc się na nierównych wysokościach. Za czasów swojej świetności świątynia ta musiała być wspaniałym, dorównującym górom budynkiem, budzącym respekt nawet u bogów. Teraz po dawnym majestacie ostały się jedynie ścienne wieże z dziurami, które trudno było odróżnić od okien, niedające schronienia nawet przed czymś tak prozaicznym jak padający śnieg. Owe wnęki oraz zadaszenia dały jednak dom stadom dzikich czarnych ptaków, które chmarami obsiadły każdy wolny od wilgoci fragment kamienia i spoglądały z góry na odbywające się w dole widowisko.
A tam, na placu, gęsto tłoczyły się setki zakapturzonych postaci. Wszyscy zgromadzeni byli wokół olbrzymiego pomnika, który rozmiarami doganiał mury budowli. Julia rozpoznała w figurze kobietę z popiersia i gobelinu. Stało się jasne, iż rzeźba przedstawiała królową bądź boginię. Postać wznosiła w stronę nieba prawą dłoń w geście przywitania, a jej włosy kryła gęsta warstwa śniegu przypominająca koronę. Naprzeciwko pomnika, pod jasnym marmurowym blokiem, twarzą zwróconą do zebranych, przemawiał siwobrody mężczyzna.
– ...i odtąd jej kamienne spojrzenie zagląda w głąb duszy każdego człowieka, czy młody, czy stary; czy grzesznik, czy prawy; czy wierny, czy heretyk... – głosił natchniony starzec.
Kryjąc się w cieniu, Julia powoli zeszła na najniższą kondygnację i wspięła się na jeden z bloków marmuru ukrytych za kolumnami. Stąd mogła zarówno idealnie obserwować plac, jak i słyszeć prawie każde słowo mówcy. Od początku miała dobre przeczucie co do drogi; każdy ze zgromadzonych ludzi odziany był w dokładnie taki sam płaszcz, jak ten, który widziała wcześniej na śledzonym chłopaku. Wystarczyło chwilę poszukać wzrokiem...
Jest! Stoi tam! Na wzniesieniu obok przemawiającego, wśród dwóch innych mężczyzn, stał nikt inny, tylko Patryk. Miał zamknięte oczy, a w dłoniach miętolił jakiś świstek papieru. Cały czas wyraźnie się denerwował.
Siwobrody mężczyzna zamilkł. Ton oraz temat jego mowy były tak bardzo wzniosłe, że nawet mimo wysiłku Julia nie potrafiła sobie przypomnieć, o czym on właściwie mówił. Na pewno o tej wszędobylskiej kobiecie, ale kim ona jest? Nastolatka poczuła się jak po nudnej lekcji filozofii.
Wtem na miejsce starca wszedł Patryk. Dziewczyna momentalnie wlepiła w niego szeroko otwarte oczy i nastawiła uszy. Czyli on też będzie przemawiał? Trzecioklasista? W tym świętym i tajemniczym miejscu pełnym dziwnych starców? Tego się nie spodziewała.
Jeden z ptaków zleciał tuż pod blok marmuru, na którym usadowiła się Julia, i zaczął donośnie krakać. Noż cholera, akurat teraz! Schowała się prędko z powrotem za kolumnę, coby przypadkiem skrzeczący odgłos nie przykuł niczyjej uwagi. Pozostało jej słuchanie, jak ciepły, dźwięczny głos rozpoczął swoją przemowę:
– Drodzy zebrani tu bracia! Najwyżsi kapłani Itienu! Bogowie zamieszkujący Per'im! Wypełnia mnie radością myśl, iż w tak chwalebnym dniu doznałem zaszczytu przemawiania do was. – Młodzieniec tak bardzo był przejęty, że musiał przerwać, kiedy głos zaczął mu się lekko załamywać. Jednak mimo to, w kontraście do siwobrodego, jego mowa była miodem na uszy, a przynajmniej dla Julii.
– Kra, kra! – zaskrzeczała wrona. Dziewczyna z lękiem obserwowała, jak ptak zbliżał się do niej z dziwnym zaciekawieniem w oczach, przekrzywiając łebek to w jedną, to w drugą stronę. – Kra!
– W tysiąc pięćsetną rocznicę zstąpienia na ziemię Aeis, w tym świętym okresie dla całego bractwa Itienu i każdego wyznawcy naszej pani, pozwolę sobie przytoczyć fragment z Księgi Przepowiedni, tę nieutraconą jeszcze nadzieję, która każdego dnia wypełnia nasze serca.
W tym momencie zaszeleścił skrawek papieru, a młodzieniec wziął głęboki wdech.
– Kra! – Natrętna wrona nie dawała Julii spokoju, akurat kiedy nastolatka naprawdę chciała słuchać dalej. Głos chłopaka był jak piękna melodia. Mimowolnie pochłaniała każde słowo, szczególnie że mówił coraz śmielej i głośniej. Kim była Aeis? Och, ileż pytań będzie miała do Patryka, kiedy ta cała ceremonia dobiegnie końca!
– Bogini Aeis! – zaczął odważnie chłopak, udzielając tym samym odpowiedzi na myśli dziewczyny. – O, matko prawdziwych dusz, kochanko życia, przywoływaczko wiatru. Tak jak ongiś, zrodzona z aniołów, przybyłaś na ziemię, by strzec swych błędnych dzieci przed niebezpieczeństwem, któremu na imię ułuda... – Gdzieś z głębi dobiegło głośne „kra!”. – ...Tak wierzymy, iż lada dzień zlecisz do nas, wiernych, prowadzona przez wiatry skrzydlatych towarzyszy, i ponownie obdarzysz nas łaską swej dobroci i siły. – Młodzieniec zrobił krótką przerwę, aż echa jego ostatnich słów (oraz wroniego krakania) umilkły.
– Bracia najmilsi! – kontynuował już bardziej spokojnie. – Ten moment wiele dla mnie znaczy. Pamiętam swoją inicjację, jak by to było ledwie wczoraj. A dziś? Stoję pod pomnikiem Najwspanialszej, będąc godzien uwagi waszych uszu i oczu. – (kra!) – Ja, Daniel ze Shyadu, będę...
C-co? Czy dobrze usłyszała? Daniel?! Czyli ten drugi chłopak, znajomy Patryka? Czy to oznacza, iż od samego początku Julia podążała za złą osobą?!
Zszokowana dziewczyna gwałtownie wychyliła głowę, tak jakby patrzenie miało potwierdzić zasłyszane słowa. W tym momencie wrona obrała sobie za cel jej nogę, bezczelnie się na niej usadawiając. To, co się wydarzyło dalej, trwało zaledwie kilka sekund, a było najbardziej niefortunną reakcją łańcuchową o najpoważniejszych konsekwencjach, jakie tylko można sobie wyobrazić:
Dziewczyna momentalnie machnęła nogą, gdy tylko poczuła, że coś tam usiadło. Tym samym potrąciła jeden z kamieni na marmurowym bloku. Ten spadł na inny głaz, który już wcześniej był na granicy równowagi. Przewrócił się na kolumnę arkady, a ta z racji wieku nie wytrzymała naporu i rozpoczęła kilkuetapową sekwencję domina. Spowodowało to nadwyrężenie części konstrukcji i ledwo Julia się zorientowała, a prosto na nią leciała kolumienka z górnej kondygnacji. Ratując się, zeskoczyła z bloku prosto na schody prowadzące na dziedziniec. Przerażona hukami wrona hałaśliwie odleciała, a wraz z nią na sygnał zerwały się kolejne chmary głośnego czarnego ptactwa.
Jeszcze nie minęły echa walonego gruzu z akompaniamentem kraczącego chóru, a setki zdumionych oczu patrzyły, jak deszcz czarnych piór opada powoli wokół leżącej na schodach, poobijanej nastolatki.


– Yyy. – Zaczęła zmieszana. Miała powiedzieć „cześć”, jak to zwykli w podobnych sytuacjach mówić bohaterowie seriali, ale kompletnie ją zamurowało. To się nie dzieje naprawdę, to się nie dzieje naprawdę – powtarzała w myślach. Patryk, albo raczej Daniel, wpatrywał się w nią wielkimi oczami, jakby zobaczył zjawę.
– To... ona? – niepewnie spytał jakiś głos wśród tłumu.
– Pani Aeis? – podchwycił ktoś inny.
– Nie może być.
– Czyli intruz? – zachrypiał gniewnie jakiś niski starzec. To się już Julii nie podobało.
– Nie, nie... – podjął młodzieniec, który do niedawna był jeszcze Patrykiem. – To JEST ona. Nasza pani. Spójrzcie! – wskazał szerokim gestem wronie pióra. – Zleciała tu z nieba na skrzydłach duchów powietrza. Aeis!
– Aeis! – powtórzyło kilku naraz.
„Aeis, Aeis!” Tłum zaczął deklamować to imię niczym mantrę. Dziewczyna nie zdążyła jeszcze wstać, jak w trwodze obserwowała masy podekscytowanych kapłanów sunące w jej stronę. Była przerażona do granic przytomności. Zrozpaczona patrzyła na biegnącego w jej kierunku Daniela, który chyba jako jedyny zdołał uchować świadomość umysłu i nie zachowywał się jak w transie. Zanim setki zafascynowanych duchownych otoczyły Julię, chłopak machnął jej przed oczami swoją dłonią. Dostrzegła srebrny pierścień, z którego turkusowego kamienia poraził ją błysk światła. Wnętrze jej ciała wnet zawrzało, a siły natychmiast uleciały. Wszystkie głosy wokół zlały się w jeden głuchy jęk.
Poczuła, jak bezwładnie opada na ręce Daniela.
– Nie jestem Aeis... – wymamrotała ostatkiem sił. Jego usta delikatnie musnęły ucho dziewczyny.
– Wiem. – Usłyszała cichy szept, po czym straciła przytomność.

~*~

Blog wystartował!


Witajcie! Po długich przygotowaniach postanowiłam nareszcie oficjalnie aktywować bloga. Póki co znajdziecie tutaj garść informacji, prolog oraz dwa pierwsze rozdziały z opowiadanie "Aeis: Fałszywa dusza", jednak z czasem strona będzie się rozbudowywać. : )

Jako że blog jest nowy, a ja kompletnie nikomu nieznana w pisarskich kręgach, byłabym niezmiernie wdzięczna za szepnięcie słowem lub dwoma innym osobom, które być może chętnie czytałyby to opowiadanie.

Chciałabym bardzo rozruszać to miejsce, jednak brakuje mi pomysłów. Może sami coś doradzicie? ;)

ROZDZIAŁ II




Niebo przybrało już kolor czerni i tylko delikatnie niebieska łuna na zachodzie przypominała o niedawno zakończonym dniu. Chodnik prowadzący do budynku szkoły, niemrawo oświetlany przez latarnie, był gęsto pokryty jesiennymi liśćmi z rosnących wokół drzew. Krok za krokiem, w jednostajnym tempie, szurały po nich ciężkie buty zakapturzonej postaci. Julia starała się zachować od niej duży, lecz nie większy niż dwadzieścia metrów dystans. Miała jednak nieodparte wrażenie, że domniemany Patryk nie zauważyłby jej obecności, nawet gdyby się z nim zrównała.
Atmosfera była gęsta tak samo jak mgła. Głuchy szum ulicznych samochodów z każdym kolejnym krokiem milkł stopniowo w tyle. W stronę liceum nie zmierzał obecnie nikt inny, co tylko podsyciło ciekawość nastolatki, która była silniejsza niż strach i skutecznie tłumiła wszelkie głosy rozsądku. Julia znowu poczuła podekscytowanie potencjalną przygodą, tym większe, że teraz zadecydowała o niej zupełnie sama.
Budowała w głowie liczne scenariusze: Może w szkole jest sekretna impreza? Może Patryk spotyka się z inną osobą? A co, jeśli jednak ma dziewczynę? Albo, co gorsza, idzie na spotkanie z jakimś dilerem lub równie podejrzanym typem? Zaraz zaraz – a może najzwyczajniej w świecie pomylił miejsce spotkania?
Julia uśmiechnęła się pod nosem. No tak, na pewno to zwykłe nieporozumienie, a ona jak zawsze panikuje na zapas. Postanowiła, że ostrożnie podąży za Patrykiem dalej, aż zorientuje się w celu jego podróży, a później najwyżej po cichu się ulotni.


Chłopak przekroczył szkolną bramę przy skrzydle wschodnim i, ku kolejnemu zdziwieniu dziewczyny, skręcił w stronę przeciwną do głównego wejścia. W tym miejscu przy budynku znajdował się jedynie parking – teraz całkowicie pusty – oraz niewielkie tylne wejście do piwnicy, a przynajmniej to sugerował dobudowany tam spadzisty fragment muru z metalowymi drzwiczkami. Budowla wyglądała tu na o wiele starszą niż reszta szkoły, z nieotynkowanymi cegłami i trawą rosnącą w szczelinach. Uważnie śledzony zza bramy młodzieniec przystanął przed wejściem i zaczął czegoś szukać w swojej torbie. W słabym świetle jedynej parkingowej latarni coś metalowego zabłysło w jego dłoniach. Julia zrobiła wielkie oczy, kiedy drzwiczki rozwarły się szeroko, a Patryk prędko wszedł do środka, jakby robił to już setki razy.
Z daleka dziewczynie udało się dostrzec wąski korytarz i schody prowadzące w dół. Nim drzwi się zamknęły, oczom Julii ukazał się tunel oraz blade, niebiesko barwione błyski pojawiające się w równych odstępach z wewnątrz. To zaintrygowało nastolatkę; dyskotekowe światła w zamkniętym na klucz podziemiu? Teraz już była przekonana, że pod murami szkoły trwa sekretna zabawa w najlepsze. Nie mogła się oprzeć i nie zerknąć, zwłaszcza że chłopak najwyraźniej zapomniał zaryglować się od środka. Mówiła sobie, że tylko tam jeszcze zajrzy, poszuka jakiejś znajomej twarzy i da sobie spokój. Ciekawość wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i Julia już po chwili kroczyła w ciemności po kamiennych schodach, kierując się błękitnymi błyskami i echem oddalających się kroków poprzednika.
W zimnym powietrzu unosił się zapach mokrej skały i starego drewna. Ściany oraz sufit były obłe, wilgotne i nierówne, z licznymi wnękami oraz kamiennymi wypustkami. Korytarz przypominał bardziej podziemną jaskinię niżeli element szkoły. Dopiero teraz zorientowała się, że w głębi panuje bezwzględny spokój i nie docierają tu żadne dźwięki. Skąd zatem to migające światło, które powoli stawało się coraz bardziej oślepiające?
– Cholera! – Ciche, lecz pełne irytacji przekleństwo jak strzała przeszyło korytarz i sparaliżowało Julię. Wtem z dołu dobiegł odgłos szybkich kroków zmierzających w jej stronę i przerażona dziewczyna wskoczyła w pierwszą większą wnękę kamiennej ściany. Klitka była tak ciasna, że musiała się skulić i mocno trzymać krawędzi, aby nie wylecieć. Mając nadzieję pozostania niezauważoną oraz czując na plecach i głowie wilgoć zimnej powierzchni, wstrzymała oddech i z szeroko otwartymi oczami obserwowała, jak Patryk w pośpiechu przebiega tuż obok jej nosa. U góry rozległ się szczęk zamykanego zamka i czarny płaszcz z powrotem przemknął centymetry przed twarzą dziewczyny.
Nastolatce zmiękły nogi i mimo chłodu zrobiło się gorąco. Dotychczas podążała za chłopakiem, mając w świadomości prostą drogę odwrotu, teraz jednak dotarł do niej rozmiar popełnionej właśnie głupoty. Jak niby usprawiedliwi swoją zabawę w szpiega przed tym dziwnym osobnikiem? Nie dość, że z determinacją śledziła go całą drogę od kawiarenki, to jeszcze zawędrowała do miejsca, które najwyraźniej miało pozostać w tajemnicy. Cudownie. Pozostało jej czekanie w ciasnej i piekielnie niewygodnej wnęce niewiadomą ilość czasu, albo zejście do pomieszczenia z niebieskim światłem, poddenerwowanym Patrykiem i nikłą nadzieją, że niezręczna sytuacja sama jakoś się wyjaśni.
Tymczasem z dołu zaczęły dobiegać gwałtowne trzaski i tępe uderzenia metalu. Julia ześlizgnęła się z kamienia i, jak tylko najciszej potrafiła, zeszła jeszcze po kilkunastu schodkach. Stanęła przed łukowym przejściem do podziemnego pomieszczenia.
Otwór zdobiony był dwiema kolumnami połączonymi u góry kamiennym portalem, na którego szczycie umieszczono starannie wyrzeźbioną głowę pięknej kobiety. Gęste, proste włosy otaczały delikatne, prawie dziecięce rysy, pełne usta oraz lekko skośne oczy. Gładka, beznamiętna twarz martwo spoglądała na wchodzących. Dziewczyna zamarła. Starożytnie wyglądająca rzeźba w podziemiach szkoły? W głowie nastolatki momentalnie pojawiło się nowe wyjaśnienie: może dopiero przygotowują jakąś specjalną salę teatralną czy coś i Patryk po prostu w tym pomaga?
Julia ostrożnie wychyliła głowę zza kolumny. Niewielki pokój, w którym tliła się jedna świeca, wypełniały zasłonięte płachtami meble, wielki stary zegar w jednym kącie oraz elegancka drewniana komoda w drugim. Między nimi, pośrodku ściany, znajdował się kolejny portal, idealnie na wprost pierwszego, tym razem jednak umieszczony wokół litej skały, bez żadnego widocznego przejścia. To właśnie stąd, raz po razie, wydobywały się oślepiające błękitne błyski. Na ułamki sekund fragment muru pokrywała jedna wielka świetlna powierzchnia, oświetlając wszystko wokół niczym błyskawica, po czym znikała z trzaskiem. Julia ledwie powstrzymała się przed wykrzyknięciem scenicznego „ach!”, które pasowałoby do zaistniałej sytuacji. Pewnie to jakiś eksperyment, pomyślała.
Stojący bokiem Patryk opierał obie ręce o blat komody i pochylał się nad stertą pożółkłych papierów. Jedną dłonią chaotycznie przewracał kartki, wyraźnie czegoś szukając, w drugiej zaś trzymał srebrny medalion z doczepionym łańcuchem, którym nerwowo postukiwał o powierzchnię drewna. Wisior kształtem przypominał ptaka z rozpiętymi skrzydłami. Młodzieniec przestępował z nogi na nogę, a jego głowa rytmicznie się kołysała. Zwisający na plecach kaptur przypominał garb, a szeroki płaszcz powiększał sylwetkę, toteż cała postać, szczególnie w powracających co chwila błyskach, wyglądała zarówno komicznie, jak i dziwacznie. Do uszu Julii dobiegł ledwo słyszalny, niezrozumiały i szybki szept.
Wychyliła się nieco. Twarz chłopaka miała bardzo szlachetne rysy: jasną cerę, szerokie, lekko otwarte usta i bladoniebieskie duże oczy, które podkreślały ostro wyrzeźbione kości policzkowe i orli nos. Ze spadającymi na czoło i skronie ciemnymi kosmykami przydługich włosów wyglądał jak żywy obraz, który wyszedł właśnie spod pędzla dziewiętnastowiecznego portrecisty. Jakże to kontrastowało z tym błędnym spojrzeniem i cudacznie przybraną pozą! Dziewczyna stała jak zahipnotyzowana, kiedy obserwowany zerwał się nagle na równe nogi i podszedł do masywnego zegara w drugim kącie pomieszczenia. Był tak zaabsorbowany swoim działaniem, że – na szczęście dla Julii – trudno byłoby odwrócić jego uwagę.
– Trzy poziomy w górę po lewej... Dwa w górę po prawej... – wymamrotał, otwierając szklane drzwiczki zegara i ostrożnie przestawiając łańcuchy z obciążnikami w kształcie szyszek. Następnie zajrzał do małej skrzyneczki na dnie zegarowej wnęki, chwilę w niej poszperał, aż coś głośno trzasnęło i kolejne błyski z kamiennego przejścia pojawiały się już w częstotliwości kilku lub nawet kilkunastu na sekundę.
Przy takiej prędkości zmieniającego się oświetlenia ruchy tej ciemnej, dziwacznej postaci zdały się oczom Julii spowolnione, jak w świetle stroboskopowej lampy. Już nie lękała się wykrycia, tylko stała w samym środku wejścia, zaintrygowana obserwowaną sceną jak niczym wcześniej. Czy właśnie na takie „magiczne zdarzenie” czekała? Czy to w ogóle była jawa?
Chłopak zamknął szybkę zegara, wspiął się na palce i umieścił medalion w miejscu wydrążonym na szczycie ściennego portalu. Wtem szalone pobłyskiwanie ustało, pozostawiając świecącą mocnym błękitem powierzchnię. Zdenerwowanie przerodziło się w podekscytowanie. Prędko przyłożył palec do tarczy zegara i wykonał dłuższą wskazówką cztery pełne okrążenia do tyłu. To był najwyraźniej ostatni krok. Młodzieniec spuścił na chwilę głowę, nabrał powietrza w płuca, po czym najzwyczajniej w świecie przeniknął przez miejsce, które jeszcze przed momentem stanowiła twarda skalna ściana.


Wyparował. Julia dobre dwie minuty wpatrywała się w opuszczoną, pełną niebieskiego światła komnatę, zanim zdecydowała się podążyć za Patrykiem. Tak, otóż to – prosto za nim. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Miała zaledwie siedemnaście lat, ale dobrze wiedziała, iż takie okazje nie pojawiają się w życiu dwa razy. Tak naprawdę to w ogóle się nie zdarzają. Ale bez względu na to, jak mocno przecierała oczy, świecący fragment ściany pozostawał na miejscu – w przeciwieństwie do Patryka. No i były to obecnie jedyne otwarte „drzwi” w tej całej szkolnej „nibypiwnicy”. Jak zresztą inaczej nazwać to tajemnicze podziemie tuż pod pierwszym liceum w stolicy, którego jedyną zawartością była malutka komnata z emanującą na niebiesko ścianą? Aha, oraz mnóstwem praktycznie nieużywanych antycznych mebli w stylu secesyjnym czy innym art déco, które zapewne były warte fortunę.
Nastolatka, mrużąc oczy, podeszła ostrożnie do portalu. Czy powinna pomajstrować przy zegarze? Chyba lepiej go nie tykać, pomyślała. Na tarczy widniał kwadrans po szesnastej, czyli spóźniał się o całe cztery godziny. Albo raczej: Patryk go opóźnił. Tylko po co? Sekundnik rytmicznie wybijał czas, zatem teoretycznie wszystko działało jak powinno. Och, ależ korciło ją, by sprawdzić, co kryje w sobie tajemnicze światło! Lękała się jednak niezmiernie, zarówno otwartego przejścia przed sobą, jak i zamkniętych na klucz drzwi pozostawionych na górze. No bo z jednej strony czekało ją ewentualne upokorzenie za dziecinnie głupie zachowanie, a z drugiej ryzyko – doznania skutków ubocznych jakiegoś, jak jej się zdawało, „eksperymentu naukowego”. Wybór był jednak oczywisty, a przynajmniej zaistniała sytuacja sama usprawiedliwiała kolejny szalony ruch Julii.
Delikatnie przyłożyła dłoń do błękitnej powierzchni. Nie poczuła ani ciepła, ani zimna. Palce przeszły w głąb, jak przez powietrze. Świetlna mgła pochłonęła najpierw rękę aż po nadgarstek, następnie przedramię, łokieć... Dziewczynę ogarnęła panika. Nie potrafiła cofnąć ruchu, desperacko próbując się wyrwać, lecz nim się spostrzegła – została cała wessana przez błękitny portal.

Autorka


Jeżeli zastanawiacie się, kim jest autorka opowiadania, to niestety rozczaruję Was chęcią zachowania anonimowości. Jesem dosyć znana w pewnych kręgach, zatem wolałabym nie tworzyć sobie mylnego pijaru. :) Być może w nieokreślonej przyszłości zdecyduję się pokazać swoją twarz, jednak na razie musicie zadowolić się szczątkowymi informacjami.

Na potrzeby cyklu Aeis podpisuję się w sieci jako Royal Bee. Jest to imię postaci, którą niegdyś stworzyłam, jednak dotychczas nie miałam okazji jej zaprezentować. Nazwa ta nie oznacza niczego niezwykłego, po prostu przyjemnie brzmi i diametralnie różni sie od mojego zwyczajowego nicku.

Na co dzień pracuję w branży game artu oraz ilustracji. Pisanie zawsze stanowiło jedynie moje hobby, wypełniając wieczory wolne od obowiązków, pracy i - dawniej - szkoły. Jak zatem łatwo wywnioskować, wyprzedzam wiekiem główną bohaterkę opowiadania i to raczej znacznie, chociaż moja pamięć o latach licealnych jest wciąż świeża. ;) Jesli "Aeis" nabierze rozpędu i odpowiedniej popularności, z racji swojego zawodu postaram się rysować doń ilustracje. ^^

Wychowana na anime oraz animacjach Disneya, zafascynowana literaturą XIX wieku, zakochana w historii starożytnej, mająca bzika na punkcie gier rpg i klimatów fantasy - to właśnie ja. Więcej szczegółów póki co nie zdradzę, jednak jakbyście chcieli dowiedzieć się czegoś więcej, śmiało pytajcie na maila: bee.royal@hotmail.com, a postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć bądź rozbudować ten dział!

~*~

Kontakt


Masz jakieś pytania dotyczące opowiadania, jego świata, bohaterów, autorki, albo czegokolwiek innego, niekoniecznie związanego z "Aeis"? Chcesz zasugerować swój pomysł do treści albo dział na stronie? A moze po prostu czujesz nieodpartą chęć wyrażenia swoich emocji - jakkolwiek pozytywnych czy negatywnych - z nim związanych? Zapraszam do kontaktu ze mną na maila: bee.royal@hotmail.com lub gadu-gadu: 48915133. Wszystkie wiadomości bedą jednakowo mile widziane! : )

~*~

ROZDZIAŁ I




Powietrze wokół czerwonej kamienicy na ulicy Węglowej zaczynało gęstnieć i powoli otulać mleczną mgiełką pobliskie drzewa i budynki. Słońce zaszło już jakiś czas temu i teraz nastawał ten charakterystyczny półmrok, w którym nad pokrytym cieniami miastem jesienne niebo świeciło jasnym granatem niczym wielka lampa halogenowa. Julia stała oparta o ceglaną ścianę obok wejścia do niedużej kawiarenki i obserwowała, jak raz po razie rozpływają się cząsteczki powietrza jej oddechów. Było zimno. Oj, piekielnie zimno.
– Kurde no – wymamrotała przez zęby, wyciągając z kieszeni ciemnego płaszcza swój telefon, już bodaj po raz dwudziesty w ciągu ostatniej pół godziny. Dziewiętnasta czterdzieści dwie. Ktokolwiek miał się tu zjawić, spóźniał się już ponad czterdzieści minut. Co za faux pas! A jeśli to był tylko głupi żart?
Dziewczyna sama nie wiedziała, dlaczego zgodziła się na coś tak idiotycznego, jak randka w ciemno. No proszę, jak to w ogóle infantylnie brzmi! Ale problem Julii polegał na tym, że – delikatnie mówiąc – była mało asertywna, a od czasu przeprowadzki do stolicy z nikim się nie spotykała. No okej, był niby Tomek. Ale Tomka zostawiła w swoim poprzednim miejscu zamieszkania razem z niewielką liczbą wspólnych wspomnień i jedynie obietnicami częstych maili czy sporadycznych odwiedzin. Do końca wakacji jakoś podtrzymywali ze sobą kontakt, zapewniając się o nigdy nieprzemijających głębokich uczuciach, jednak z chwilą rozpoczęcia roku szkolnego i wejścia w aktywne towarzysko kręgi, owe uczucia nagle gdzieś się zapodziały i ostatecznie zupełnie wygasły.
Julia Potocka podjęła naukę w drugiej klasie liceum imienia Adrianny Przepiórki pełna obaw przed tym dziewiętnastowiecznym budynkiem przynajmniej pięć razy większym od poprzedniej szkoły oraz przed tyleż samo liczniejszą uczniowską bracią. Wejście do kilkukondygnacyjnej budowli ze wschodnim i zachodnim skrzydłem oraz specjalnym obserwatorium na szczycie zdobiły potężne kolumny i stanowczo za duże drzwi. Lekcje odbywały się w obszernych salach pełnych komputerów, książek i sprzętów potrzebnych do nauki, a nie w ciasnych klitkach mieszczących maksymalnie dwadzieścia osób, które Julia mimo wszystko wspominała z sentymentem. Zamiast dziewiętnastego, zajmowała teraz dwudzieste ósme miejsce na liście w dzienniku, w trzydziestopięcioosobowej klasie pełnej ludzi, którzy już przecież dobrze zdążyli się poznać i przyzwyczaić do tego miejsca przez cały poprzedni rok.
Onieśmielona szara myszka pierwszego dnia w nowej szkole usiadła samotnie w jedynej wolnej ławce tuż przy biurku nauczyciela i próbowała znieść tkwiące w niej przesadnie ciekawskie spojrzenia nastolatków. Zawsze skrycie pragnęła bywać w centrum uwagi, jednak zwykle realia psuły takie momenty nagłym zdenerwowaniem i niezręcznością sytuacji. No cóż, Julia nie była nigdy duszą towarzystwa, a to jedynie potęgowało wstydliwość i kompleksy. W poprzednich szkołach uchodziła raczej za dziewczynę wycofaną oraz podległą wpływom innych, w dodatku mającą dość dziwne zainteresowania: słuchała niepopularnej wśród rówieśników muzyki, oglądała zbyt niepoważne jak na ich gusta filmy i często przychodziła do szkoły ubrana we własnoręcznie uszyte ciuchy.
Te wszystkie rzeczy być może w innym otoczeniu wzbudziłyby co najmniej ciekawość, jednak tam – w rodzinnym miasteczku dziewczyny, liczącym ledwie pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców – otrzymały od nastoletniej społeczności niechlubne miano „lamerskich”. Dlatego Julia zmuszała się do chodzenia na imprezy, dostosowywała swoje gusta, zdejmowała swój wyszydełkowany szalik, sweterek czy czapkę, kiedy spotkała się z jakimś krytycznym komentarzem „obeznanych w modzie” koleżanek, aż w końcu zamknęła swoją prawdziwą osobowość głęboko w pudełku niespełnionych ambicji. Tylko wtedy była przekonana, że jest w pełni akceptowana przez innych.

Siedziała zatem w zupełnie nowej szkole, w najmniej popularnej klasowej ławce i czuła na swoim karku kilkadziesiąt par oczu. Miała wrażenie, że razem z krzesłem wędruje głęboko pod ziemię, że właśnie powtarza się historia jej ostatnich lat. Lecz wtedy pojawiła się Angelika.
– Siemka! – zaczęła wesoło. Bezpardonowo wgramoliła się na krzesło obok Julii i wlepiła w nią wielkie błękitne oczy z obficie pomalowanymi rzęsami i powiekami. Jasne, tlenione włosy opadły jej przed ramiona. – Skąd tu wylądowałaś?
– Z pierwszego liceum w Kruszcu... – Julia nieśmiało wybełkotała nazwę małej mieściny, z której pochodziła. Nie wychowała się w bogatym domu. Jej ojciec, z wykształcenia księgowy, dopiero teraz dostał wyjątkowo dobrze płatną posadę w urzędzie i stąd cała przeprowadzka. Mama natomiast, kiedyś nauczycielka angielskiego, od dawna nie pracowała już na etacie i tylko od czasu do czasu udzielała prywatnych korepetycji. Nigdy nie mieli długów, jednak wiodło im się „na styk”, tak że Julia rzadko kiedy mogła sobie pozwolić na typowe dla jej wieku zachcianki, jak chociażby markowe ubrania, nowy telefon, o wakacjach za granicą już nie wspominając.
Wstydziła się do tego przyznawać przed tymi wszystkimi nastolatkami, którzy pewnie od urodzenia wychowywali się w stolicy kraju. Modni, rozrywkowi, barwnie poubierani w odważne i skrajnie różnorodne ciuchy, pewni siebie i jacyś tacy ładniejsi, wyżsi, bardziej wysportowani. Dziewczyna popatrzyła na otaczające ją osoby, wśród których zapragnęła się znaleźć, i znów poczuła się wyobcowana. Postanowiła jednak, że nie pozwoli po raz kolejny przypiąć sobie łatki dziwoląga. Spróbowała nabrać pewności siebie; podniosła głowę wyżej i ujrzała na twarzy swojej rozmówczyni szczery uśmiech, który w żaden sposób nie mógł świadczyć o pogardzie co do jej pochodzenia czy wyglądu. To był dobry znak.
– Ha ha, pewnie czujesz się strasznie, tak wchodzić do obcej klasy w samym środku liceum, co? – retorycznie zapytała Angelika i nie czekając na reakcję Julii, dodała: – Luz, już ja cię tutaj wkręcę w towarzystwo!

I tak zaczęła się dość niecodzienna przyjaźń dwóch nastolatek, której raczej nie doświadczy się w wielu opowieściach o licealnym życiu. Angelika była typową szkolną gwiazdą i swoistym centrum towarzyskim całej uczniowskiej społeczności. Z lekko podłużną, acz delikatną twarzą, wielkimi oczami, nadzwyczaj długimi włosami i idealnymi proporcjami ciała wyglądała jak wzięta prosto z okładki Vogue'a. Jeśli zaś dodamy do tego nieodstępujący jej na krok kordon zakompleksionych, ślepo wpatrzonych w nią wielbicielek, który podążał za dziewczyną na każdej przerwie niczym królewska obstawa, mamy idealny obraz typowej wrednej rywalki głównych bohaterek z seriali czy książek dla nastolatków.
Różnica jednak polegała na tym, iż Angie – w przeciwieństwie do owych perfidnych charakterów – stanowiła oazę serdeczności, ciepła i szczerości, której ulegał dosłownie każdy i po prostu nie można było jej nie lubić. A że nie należała też do osób najbystrzejszych, niemal nie zdawała sobie sprawy ze swojej pozycji i uwielbienia, którym była codziennie obdarzana. Dla niej to po prostu było absolutnie naturalne. I jakimś dziwnym trafem na swoją nową najlepszą przyjaciółkę wybrała akurat Julię Potocką, wyznaczając sobie misję socjalizowania zagubionej w nowym otoczeniu dziewczyny.
Julia była z tego niezwykle rada, lecz jednocześnie bardzo podejrzliwa. Nigdy nie śmiała nawet przypuszczać, że osoba tego pokroju zwróci na nią uwagę, a co dopiero szczerze polubi. Przez pierwsze tygodnie nie mogła się oprzeć wrażeniu, iż Angelika ma w tej przyjaźni jakiś ukryty interes. Jednak blond ślicznotka po prostu kochała wszystkich ludzi i, niczym bajkowa księżniczka, widziała w nich same pozytywne cechy.
Prowadzona za rączkę po tajnikach licealnego życia w wielkim mieście Julia prędko się zaaklimatyzowała i już w ciągu miesiąca dołączyła do obstawy radosnej Angeliki, słuchając każdego słowa charyzmatycznej blondynki i często zapominając, że sama również posiada na niektóre tematy własne zdanie. Jednocześnie przy tej seksownej i żwawej ślicznotce własna samoocena młodziutkiej panny Potockiej podświadomie jeszcze bardziej malała – jej raczej średni wzrost nagle wydawał się o wiele niższy, jej ładne krągłe kształty stały się stanowczo zbyt krągłe, a ciemne kasztanowe włosy spopielały i zrzedły przy świecących jasnym złotem puklach Angeliki. Ale teraz najbardziej liczył się fakt, że była częścią tego kolorowego orszaku, chodziła na imprezy do najpopularniejszych osób i – w swoim własnym, nastoletnim mniemaniu – była Kimś. W towarzystwie raczej siedziała na uboczu i mało kto zwracał na nią uwagę, jednak nie przejmowała się – w końcu była do tego przyzwyczajona. Jej własnoręcznie zrobione ciuchy również nie były w żaden sposób komentowane (musiała zresztą z przykrością przyznać w duchu, iż faktycznie z kanonami mody niewiele miały wspólnego), jednak sama świadomość należenia do grupy vipów i związana z tym satysfakcja były w stanie przyćmić nawet największe rozterki i wątpliwości.

Jak już zatem było powiedziane, asertywność nie należała do atutów Julii Potockiej. Dlatego sterczała teraz jak kołek pod czarniejącym niebem, nerwowo zerkając na nieubłaganie zmieniające się cyferki w telefonie. Czy on w ogóle przyjdzie?
Dzień wcześniej Angelika naskoczyła z typowym dla siebie entuzjazmem na Julię, kiedy wychodziły po historii na korytarz prowadzący do szkolnej auli. Była tam jeszcze Paulina, bodaj największa powiernica Angie, dziewczyna o okrągłej, śniadej buzi delikatnie pokrytej piegami. Zdawała się lubić Julię, jednak od początku zwracała się do niej z pewną rezerwą. Bywała wyraźnie zazdrosna o Angelikę, chociaż główna zainteresowana oczywiście tego nie dostrzegała.
– Heej ho, a zgadnij, z kim umówiłyśmy cię na jutro wieczór! – To nawet nie było pytanie.
– Yyy... – W tym krótkim stwierdzeniu Julia uruchomiła wszystkie procesy myślowe, próbując przypomnieć sobie, czy Angelika nawiązuje do jakiejś poprzedniej rozmowy, czy może też pomyliła ją z inną swoją przyjaciółką – a to zdarzyło się już nie raz. Nagle przed nosem ujrzała niewyraźne zdjęcie z jakiejś imprezy, na którym dwóch wesołych młodzieńców wykrzywiało swoje twarze w miny, które niewątpliwie wydawały im się wtedy bardzo zabawne. Obaj mieli ciemne i dość bujne czupryny oraz łagodne rysy. W białym świetle flesza oraz z czerwonymi wampirzymi oczami wydali się Julii identyczni i zupełnie obcy.
– To ten. – Palec, albo raczej barwny paznokieć Angeliki wskazał na chłopaka po lewej stronie. – Patryk. Pamiętasz go, był u Kamili na osiemnastce. Brat Klaudii z trzeciej A. Chodzi wszędzie z Danielem z trzeciej C, to zresztą ten drugi na fotce. Kojarzysz?
Liczba informacji do przeanalizowania rosła w zastraszającym tempie. Ale owszem, Julia kojarzyła już tę dwójkę. Co prawda nigdy nie pamiętała, który to Daniel, a który Patryk, ale zadowolił ją fakt, że mniej więcej wie, na czym stoi.
– Yy, tak. Ale zaraz, co wy takiego zrobiłyście? – Do Julii chyba dopiero teraz to dotarło.
– No, umówiłyśmy was! Taka randka w ciemno, chociaż niezupełnie, bo w końcu mniej więcej się znacie. Właściwie to Paulina wpadła na ten pomysł. – Wspomniana dziewczyna niewinnie zamrugała oczami. – Ale uważam, że to genialna idea. Jakiś czas temu mówiłaś przecież, że ten twój olał cię zupełnie, prawda? – Wyrzucając z siebie słowa niemal na jednym wydechu, Angelika nie czekała na odpowiedź: – No, a Patryk rozstał się ze swoją jakieś pół roku temu. Wyobraź sobie, że on też lubi te japońskie filmy, o których kiedyś wspominałaś. Pójdź jutro koniecznie, będzie super, zobaczysz!
I jakże Julia mogła odmówić tej bezgranicznej radości w oczach Angeliki, która prawie dostała skrzydeł i cały kolejny dzień unosiła się z podekscytowania, że uszczęśliwi swoją przyjaciółkę? Co z tego, że sama bohaterka owego spotkania nie miała tu wiele do powiedzenia? Kiedy Julia przed godziną dziewiętnastą stanęła przy czerwonej kamienicy, która mieściła się rzut beretem od jej szkoły, tłumaczyła sobie całe zajście tęsknotą do pozostawionych w Kruszcu uczuć i całkiem niebanalną urodą Patryka. W końcu co może pójść nie tak? Najwyżej nie przypadną sobie do gustu i zostaną dobrymi znajomymi.

Jednak nie były to wszystkie powody, dla których dziewczyna zaryzykowała utratę jednego z niewielu wolnych popołudni. Poza wspomnianym brakiem asertywności i pragnieniem przebywania w blasku reflektorów (chociaż na razie reflektory te nazywały się Angelika), Julia miała tendencję do brnięcia przez życie z głową w chmurach tak wysoko, iż rzadko dotykała stopami gruntu. Zamiast aktywnie kierować życiem w realnym świecie, wolała odpływać do uniwersum własnych fantazji i niespełnionych pragnień. Miała nadzieję, że gdzieś tam, w przyszłości, może całkiem niedaleko, może tuż za rogiem, czai się jej wyjątkowe i niepowtarzalne przeznaczenie, które uwolni prawdziwą Julię z ciała tej niepozornej i cichej nastolatki. Tak sobie właśnie tłumaczyła lęk przed światem, który w rzeczywistości bardzo mało znała. Dlatego zwykła iść tam, gdzie życie samo ją niosło, biernie obserwując kolej rzeczy i z nadzieją wypatrując tego wymarzonego i magicznego punktu zwrotnego.
– Najpierw autobus wywozi was poza miasto, potem wbijacie się na koncert bez biletów, chodzicie wieczorami po lasach, a teraz chcesz iść na spotkanie z jakimś kompletnie nieznanym chłopakiem... – Mama Julii wyliczała kolejne ekscesy córki, głęboko wzdychając. – W co jeszcze wpakuje cię ta cała Angelika?
Nie dało się ukryć, że wszystkie powyższe incydenty (wraz z masą innych, o których pani Potocka wolała już nie wspominać) narodziły się w głowie tej nieprzewidywalnej piękności o rozbrajającym uśmiechu. Julia podążała za nią wszędzie niczym osobisty ochroniarz i mimo że była świadoma głupoty i niebezpieczeństwa niektórych wybryków, dopiero przy Angelice czuła, że przeżywa swoje życie w pełni. Każde nowe miejsce było potencjalną szansą na jakieś magiczne zdarzenie i, chociaż w duchu sama śmiała się ze swojej naiwności, mimo ciągłych rozczarowań wciąż w to mocno wierzyła.
Mama Julii z jednej strony cieszyła się, że córka nareszcie znalazła przyjaciółkę i jest aktywna towarzysko, z drugiej jednak mocno kręciła nosem na wybryki nastolatek, o których – do czasu leśnego epizodu i wynikłej zeń niemałej afery wśród rodziców – dowiadywała się dopiero po fakcie. Teraz dziewczyna miała obowiązek informować o wszystkich swoich planach na bieżąco.
– Patryk wcale nie jest nieznany! – oburzyła się Julia. – Chodzi do mojej szkoły. I byłam z nim na dwóch imprezach. I jest całkiem fajny. – Ostatni fakt oczywiście podkolorowała, ale argumentacja na szczęście wystarczyła, aby przekonać mamę, że nic złego nie wydarzy się zaledwie kilka ulic od ich domu w spokojnej i popularnej wśród młodzieży kawiarence.

Pod czerwoną kamienicą mijały minuty, jednak żaden przechodzień nie okazywał się Patrykiem. Narastająca w dziewczynie irytacja powoli przeradzała się w czarną rozpacz, spowodowaną obawą, że chłopak po prostu ją wystawił, jak tylko zorientował się, kim jest jego randka w ciemno. W dodatku dosłownie zrobiło się wokół ciemno i Julia wolała nie kontynuować samotnego oczekiwania w coraz bardziej wyludniającym się miejscu. Już miała udać się w stronę przystanku autobusowego, kiedy dostrzegła kolejną osobę zbliżającą się do kawiarni. No nareszcie! To był Patryk.
Ale czy na pewno on? Faktycznie nie znała chłopaka jakoś wyjątkowo dobrze, głównie z widzenia na imprezach i w szkole, ale nigdy wcześniej nie widziała go ubranego w potężne glanowate buty oraz długi, ciągnący się po ziemi, czarny płaszcz, z narzuconym na głowę kapturem. Nie pasowało to raczej do zwolennika kolorowych bluz i t-shirtów z nadrukami. Zresztą nie pasowało w ogóle do tego otoczenia i normalnie poubieranych ludzi. Co poniektórzy nie omieszkiwali odwracać za nim zdumione głowy, lecz to nie ekscentryczny wygląd chłopaka ich tak intrygował (w końcu młodzieńcza moda przybierała już bardziej ekstremalne oblicza); kroczył on bowiem w nienaturalnie apatyczny sposób, jakby bardziej sunął przez chodnik, aniżeli po nim szedł. Na tle migających i rozproszonych przez wieczorną mgłę kolorowych świateł ulicy wyglądał jak mroczna zjawa. Kiedy podszedł trochę bliżej, Julia dostrzegła w jego uszach słuchawki, zaś na szyi chowający się pod płaszczem srebrny wisior na grubym łańcuchu. Spod kaptura wystawały w nieładzie kosmyki ciemnych włosów.
Nie ruszyła się z miejsca i czekała. Przed momentem, pełna kipiących w środku emocji, była gotowa wypomnieć delikwentowi niewybaczalne spóźnienie, jednak teraz nogi jej zmiękły, a górę wzięła nieśmiałość i przyspieszone bicie serca. Będzie grzecznie czekać. Tak, niech spóźnialski sam się tłumaczy i podejmie inicjatywę. W końcu już piętnaście minut temu mogła sobie stąd pójść.
Patryk jednak zbliżał się do dziewczyny powoli, a jego wzrok, skierowany prosto przed siebie, był kompletnie nieobecny i pusty. W końcu minął ją, minął tak bezczelnie blisko, zupełnie nie zwracając na Julię uwagi, że dziewczyna zamarła z przerażenia. Zdało jej się, że chłopak poruszał bezdźwięcznie ustami w jakimś dziwnym tempie, formując z nich kształty niepodobne do wypowiadania żadnych słów. Czyżby pomyliła osoby? Ale to było niemożliwe – kimkolwiek był ów zakapturzony jegomość, mogłaby przysiąc, że zna tę twarz – ba, że nie raz z nim rozmawiała! Chciała zawołać chłopaka po imieniu, ale zawahała się. Raz, ze wolała nie palnąć głupoty, zwracając się nie do tej osoby co trzeba, a dwa – przechodząca obok postać emanowała jakąś dziwnie niepokojącą aurą, która przeraziła dziewczynę. Wpatrywała się w falujący czarny płaszcz oddalający się od kawiarni i uznała, że tyle było z jej randki w ciemno.
Wtem zacieniona postać skręciła na chodnik przy ulicy Paproci, prowadzący prosto do szkoły. To było o tyle niespodziewane, że budynek na pewno został już dawno zamknięty, a w okolicy nie znajdowały się żadne inne atrakcje poza kawiarnią. Mgła robiła się coraz gęstsza i ledwo już było widać drugi koniec ulicy. Julia ponownie skupiła wzrok na chłopaku i wtedy właśnie podjęła chyba najgłupszą, najbardziej nieprzemyślaną i jednocześnie nieodwracalnie zgubną decyzję w całym swoim życiu – poszła za nim.

- Copyright © Aeis: Fałszywa Dusza ~~ opowiadanie fantasy - Powered by Blogger - Base theme designed by Johanes Djogan -