10.2020 - NOWY POST

 

Ważna kwestia w rodziale czwartym


Witajcie, Drodzy Czytelnicy! Pora na kolejnego newsa, tym razem z małym sprostowaniem oraz informacjami dodatkowymi.

Rzecz najwazniejsza: olśniło mnie zupełnie nagle i niespodziewanie, jak to bywa zazwyczaj przy olśnieniach, iż zapomniałam do rozdziału czwartego wrzucić dosć istotnego dla sensu fabuły dialogu. :) Mianowicie chodzi o wyjaśnienie dziwnego zachowania Daniela z końcówki rozdziału pierwszego. Jeśli ktoś ciekawy, może poszukać zaktualizowanego dialogu w najnowszym tekście. Mniej więcej pośrodku. :D

Druga sprawa. Stałam się pierwszą ofiarą Blogowej Egzekucji, świeżej ocenialni, zdobywając tym samym także swoją pierwszą oceno-recenzję bloga. Jest mi niezmiernie miło, i chociaż z wieloma uwagami się nie zgodziłam (objaśniłam je w komentarzu do oceny), kilka z nich dało mi do myślenia i kazało uwypuklić parę niekoniecznie oczywistych wątków w poprzednich rozdziałach.

Zaktualizowałam także ostatnio dodany dział F.A.Q.. Jak widzicie, z pierwotnie planowanych podstron bloga pozostało mi tylko "Uniwersum", które przy dobrych układach dodam w najbliższym tygodniu. Rozdział piąty pojawi się jakoś na początku października... na pewno nie później.

Na koniec pragnę wszystkim podziękować za nieziemsko motywujące komentarze do "Aeis"! Szczególnie cieszą mnie te komentujace fabułę, bowiem wiedza na temat tego, co się podoba, a co nie (lub czego brakuje) jest bezcenna i niezwykle pomocna przy dalszym pisaniu. Jestem naprawdę za to wdzięczna! <3

F.A.Q.


NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA


(ostatnia aktualizacja działu: listopad 2014)
Zasypana licznymi pytaniami postanowiłam utworzyć ten dział, aby chcący wiedzieć więcej od razu otrzymali odpowiedzi na nurtujące ich kwestie. Jeśli jakiejś informacji tu brakuje, nie wahajcie się pytać w komentarzach albo pisać na bee.royal@hotmail.com !

Jak powinno się wymawiać "Aeis"?
Wbrew sugerującym łaciński dyftong literkom "ae", wyobrażam sobie to słowo jako trzysylabowe. Czyli czytane: a-e-is, z akcentem na "e".

Kolejne romansidło dla nastek, które ma być niby oryginalne? Nie kupuję tego.
Och, nie musisz. Nie kryję się z faktem, że piszę w określonej konwencji, jednak wcale nie silę się na oryginalność. Wręcz przeciwnie: opowiadanie zawiera wiele klisz i motywów znanych z innych opowieści, tyle że staram się je przedstawić na swój sposób. Moim celem jest stworzenie historii, której czytanie sprawia frajdę. Jeśli po kilku pierwszych rozdziałach masz dość, najwyraźniej nie jest to tytuł dla Ciebie. : )

Po co Ci dział "Bohaterowie"? Czytelnik sam powinien sobie ich wyobrazić.
Kiedy blog powstawał, robiłam swoisty research wśród potencjalnych czytelników i pytałam, co najchętniej by tu jeszcze widzieli. Większość zgodnym chórkiem poprosiła o dział z bohaterami. Nie ukrywam, że też skorzystałam tu z okazji, aby pokazać swoje własne wyobrażenie postaci w formie rysunków. :) Efekt zresztą jest taki, iz dział "Bohaterowie" należy do najczęściej czytanych na całym blogu...

Gdzie dzieje się akcja opowiadania?
Poza Ardmorem i otaczającymi go krainami, Julia żyje i uczy się w absolutnie wyimaginowanym mieście wyimaginowanego kraju, którym może być zarówno odpowiednik Polski, jak i Wielkiej Brytanii.

Skąd wzięłaś ten szablon? Dlaczego jest taki dziwny?
Bazowy kod wzięłam z bloga cudownego Indonezyjczyka - http://djogzs.blogspot.com (uwaga! blog ma strasznie wpieniające reklamy), a następnie przekodowałam go pod własne potrzeby. Całą grafikę (header, obrazki do postów, portrety postaci itp.) wykonałam sama. Skąd pomysł na taki niestandardowy szablon? Prawdę mówiąc, po prostu mi się spodobał. Ale też blog jest przez to bardziej zapamiętywalny, prawda? :>

Czy dziewczyna w headerze to Julia? Do kogo należy oko w grafice do rozdziałów?
Owszem, dziewczyna z headera to tak jakby Julia. Przerobiłam ją z tego stocka, ale w przyszłości pewnie zamienię ją na własny obrazek. Oko może należeć zarówno do Julii, jak i do samej Aeis. :)

Jakiego programu do grafiki używasz?
Adobe Photoshop CC 2014.

Dlaczego Julia Potocka jest taka... przeciętna?
Bo jest zwykłą nastolatką. Nikt nigdzie nie powiedział, że niezwykłe historie mogą przytrafiać się jedynie najładniejszym, najpopularniejszym, najbogatszym, najmądrzejszym, najbardziej samotnym i najoryginalniejszym (niepotrzebne skreślić) emo bohaterkom. ;) Mary Sue nie istnieją! Zresztą, dzięki temu wewnętrzna przemiana głównej bohaterki będzie o wiele ciekasza.

Dlaczego bohaterowie noszą polskie imiona? Po raz pierwszy się z tym spotykam.
Zacznijmy od tego, że imiona użyte w opowiadaniu wcale nie są polskie. Większość z nich - czyli pomijając te ewidentnie wymyślone - ma jeszcze starożytne korzenie ("Julia" pochodzi z łacińskiego, "Daniel" z hebrajskiego itd), przez co są uniwersalne i występują na całym świecie w różnych językowych odmianach. Jako że opowiadanie piszę po polsku, zdecydowałam się także na polski zapis tych imion, aby wszystko trzymało się kupy. ;)

Czy mogę zasugerować swój pomysł do opowiadania?
Ależ oczywiście! Mam nakreśloną linię fabularną całości, jednak jeśli Twoja sugestia będzie ciekawa, z chęcią wdrożę ją w historię. ^^

Czy Julia i Daniel będą parą? Czy dziewczyna jest faktycznie inkarnacją Aeis?
Och, gdybym miała odpowiadać na takie pytania, nie byłoby sensu w pisaniu ciągu dalszego, prawda? Powiem tylko tyle: będzie się działo. :D

Czy pisałaś coś wcześniej?
Moje przygody z pisaniem zakończyły się wiele lat temu z momentem pójścia na studia. Wcześniej regularnie prowadziłam pamiętnik, pisałam wiersze i tworzyłam mnóstwo krótszych lub dłuższych opowiadań (z tych ostatnich niestety żadnego nie ukończyłam, choć największe z nich ma przeszło 80 - sic! - stron). Nie umieszczałam ich jednak na żadnym blogu, toteż "Aeis: Fałszywa Dusza" jest moją pierwszą, hm, pisarską publikacją, oraz pierwszym słownym tworem powstałym po wielu latach przerwy.

Czy pokażesz swoje inne rysunki?
Niestety póki co nie podam Wam linka do mojej oficjalnej strony i galerii, bowiem cała zabawa w anonimowość wyszłaby na jaw. :) Mogę jedynie obiecać, iż w przyszłości pojawi się tu więcej portretów oraz ilustracji mojego autorstwa. A wielki plus dla osoby, która mnie wyszuka po obrazkach. :D

Tak się niby ukrywasz, a przecież łatwo Cię znaleźć.
Na początku się ukrywałam, z czasem mi przeszło. Nie jestem jednak dosłowna z ujawnianiem swojej tożsamości, zatem niech szukają mnie ci, którzy naprawdę chcą wiedzieć. Jest to dla mnie dodatkowy komplement! :>

Czy do opowiadania zainspirowała Cię "Wybranka bogów" Phyllis Christine Cast?
Na moje szczęście nigdy wcześniej o tej książce nie słyszałam, zatem nie miejcie najmniejszych obaw, że czymkolwiek będę się sugerować. Zerknęłam na opis powieści i z radością powiem, że treść mojego opowiadania różni się odeń diametralnie. :)

Myślałaś o wydaniu książki?
Nie raz, jednak póki co - za wysokie progi na moje nogi... ;) W głowie mam dwa tytuły, które w przyszłości chciałabym zamienić na papier, lecz daleko mi do myślenia o tym na poważnie. "Aeis" jest swojego rodzaju wstępem do pisania ambitniejszych rzeczy.

ROZDZIAŁ IV




Wielki kruk podskakiwał na chudych nóżkach, ciągnąc bezwładnie lewe skrzydło. Regularnie co kilka metrów gubił pióro. Julia stała na początku pierzastej ścieżki i obojętnie obserwowała, jak czarny ptak z trudem próbuje wzbić się w powietrze. Wyglądał, jakby bardzo się spieszył i zmierzał do konkretnego celu. Dziewczyna postanowiła iść za nim, podnosząc z ziemi kolejne pióra i bezwiednie układając je w bukiet.
Z czasem pęk w jej dłoni stał się na tyle gęsty, że nie mogła go już utrzymać. Chcąc schować czarną wiązankę za jakiś pas lub w kieszeń, dziewczyna spostrzegła, iż jest naga. Zaczęła więc okrywać się grubymi piórami, które samoistnie przylegały do jej ciała.
Kiedy cała odziana w ptasi strój podniosła ostatnie pióro, kruka nigdzie już nie było. Zaczęła szukać go wzrokiem na ciemnoszarym niebie, lecz wokół było pusto i głucho, a pod nią otwierała się skalista przepaść. Zdało jej się, że skoro ma pióra, to poszybuje zaraz w stronę bezbarwnego horyzontu. Już miała zrobić krok do przodu, kiedy do jej uszu dotarły nieprzyjemne odgłosy stukania. Zawahała się. Nim zdążyła dokonać ponownej próby, stukanie powtórzyło się. Ktoś pukał do drzwi.


Poczuła zapach skórzanego materiału oraz ogarniający ciało ból. Na czymkolwiek spała, było twarde, płaskie i kłujące. Z trudem otworzyła oczy. Jednostajne uderzenia słyszane już na jawie przywróciły dziewczynie strach oraz świadomość przebywania w obcym miejscu. Kto pukał do drzwi? Gdzie się w ogóle znajdowała?
Próbując sobie desperacko przypomnieć ostatnie chwile przed utratą przytomności, Julia usiadła na konstrukcji z siana, kilku szmat i futrzanej narzuty, która robiła za łóżko. Koszmarnie niewygodne łóżko, ale przynajmniej ciepłe. Malutkie pomieszczenie z szarej cegły rozświetlały dwa kandelabry postawione na drewnianych stoliczkach. Na jedynym krześle w pokoju dostrzegła swoją torbę przewieszoną przez płaszcz i wtedy po raz trzeci usłyszała stukanie. Dopiero teraz zupełnie oprzytomniała.
Rzuciła się do kieszeni palta w poszukiwaniu telefonu. Znalazła. „Brak zasięgu sieci” – no oczywiście, czego innego mogła się spodziewać w najpewniej podziemnym pomieszczeniu bez okien.
– Nie śpisz już? – spytał ostrożnie dobiegający zza drzwi męski głos. Julię obleciała kolejna fala strachu. Zaraz zaraz, co się wydarzyło? Poszła za Patrykiem – nie, za Danielem. Był śnieg, były góry... Potem jakaś msza w zrujnowanej świątyni. A, no i ptaki. Oraz ci wszyscy dziwni ludzie w kapturach... Nastolatka momentalnie zbladła na myśl o brodatych mężczyznach, wśród których straciła przytomność. Ktoś ją przecież musiał tutaj zanieść, zdjąć płaszcz, buty, przykryć futrem. Cholera.
– Daniel? – zachrypiała w stronę drzwi. Po kilkunastu sekundach ciszy głos odpowiedział:
– Mogę wejść?
– Yy, tak – odparła niepewnie, siadając z powrotem na sienniku i przykrywając się odruchowo kołdrą, chociaż była ubrana. Z lękiem patrzyła w stronę wejścia.
Do pokoju powoli wkroczył Daniel, zamykając za sobą drzwi, a następnie spokojnie siadając na krześle. Odetchnęła z ulgą, widząc znajomą osobę, chociaż trudno byłoby określić ich znajomość mianem bliskiej. Chłopak miał zmęczoną twarz, podkrążone oczy, a włosy jeszcze bardziej zmierzwione niż zwykle. Dawno nie spał. Wpatrywał się w Julię tępym wzrokiem, jakby w oczekiwaniu albo samemu szukając odpowiednich słów. Dziewczyna również zastanawiała się, co powiedzieć, jednak stres nie pozwalał jej się skupić na niczym, a na usta cisnęło się tylko pytanie „Dlaczego nie jesteś Patrykiem?”, co było tak irracjonalne w zaistniałej sytuacji, że postanowiła milczeć. W końcu młodzieniec podjął szorstko:
– Jak się tu znalazłaś?
No tak. Nadszedł ten moment, kiedy musi wytłumaczyć się ze swojego głupiego wścibstwa. Drżącym głosem opowiedziała po kolei, jak, myląc go z kimś innym, zabawiła się w szpiega, a później, z zablokowaną drogą powrotu, szukała już tylko wyjścia z kłopotliwej sytuacji. Czuła, jak z każdym kolejnym słowem się czerwieni oraz jak bardzo obnaża przy nim swoją bezmyślność i bezradność. Było jej wstyd, jak nigdy w życiu. Starała się trochę nagiąć historię, określając budynek szkoły jako miejsce spotkania oraz tworząc plotki o domniemanej szkolnej imprezie, jednak niczym nie potrafiła usprawiedliwić swoich kolejnych czynów.
Daniel słuchał jej uważnie, mrużąc oczy z lekkim niedowierzaniem. Kiedy skończyła, skomentował sucho:
– Patryk wyjechał na tydzień z rodzicami do rodziny za granicą.
To sprawiło, że cała opowieść Julii stała się jeszcze bardziej naciągana, a ona sama zrobiła wielkie oczy. Czyli cała niedoszła randka była tylko perfidnym blefem. Kto ją tak okrutnie wkręcił? Paulina? Ale dlaczego? Zresztą, jakie to miało teraz znaczenie.
– Czym mogę stąd wrócić do domu? Moi rodzice pewnie zaczynają się martwić, chociaż niby mogę im powiedzieć, że nocowałam u Angeliki. Jest tu gdzieś zasięg? – podjęła z niewinnym uśmiechem, sama nie wierząc w sens pytań, lecz Daniel wciąż nie zmieniał wyrazu twarzy, a w odpowiedzi westchnął głęboko.
– Posłuchaj mnie. Aeis...
– Nie jestem Aeis. – Julia przerwała mu stanowczo, lecz po chwili zreflektowała się, widząc poirytowanie u rozmówcy. Spuściła wzrok: – Przepraszam, mów dalej.
– ...Aeis jest boginią, którą tutaj czcimy. Wielką panią tego świata. Królową życia, przewodniczką dusz, strażniczką prawdy. Zapamiętaj to dokładnie. Masz. – Wyciągnął z kieszeni złożoną kilka razy kartkę, po czym wręczył dziewczynie i rzekł: – Przeczytaj i z a p a m i ę t a j. Koniecznie.
– Dlaczego? – nie wytrzymała i spytała zdezorientowana. Daniel wykrzywił usta w niezadowoleniu.
– Bo musisz się w nią wcielić na jakiś czas.


Żółty płomień tańczył wesoło na knocie świecy miedzianego kandelabru. Tuż obok leżała kartka z prędko nakreślonym krótkim tekstem, a naprzeciwko siedziała otępiała Julia z twarzą ukrytą w dłoniach. Nie płakała, była za to blada i roztrzęsiona. Powoli porządkowała w głowie zasłyszane właśnie informacje i próbowała oswoić się z nowo zaistniałą sytuacją.
– Dwa miesiące, dwa miesiące... – powtarzała, niedowierzając.
Daniel nie miał wiele czasu na wyjaśnienia. Starał się mówić szybko, bez emocji i rzeczowo. A brzmiało to, jakby streszczał jakiś film klasy B gatunku science-fiction: że to zupełnie inny świat, którego nie znajdzie się na mapie („Równoległe uniwersum bądź inny wymiar, jak wolisz” – określił); że przejścia między nim a naszym są tylko jednostronne i otwierają się jedynie w specjalnych miejscach o określonych porach. Oraz, co było najbardziej szokujące, że czas płynie tu inaczej. I wcale nie chodzi o ośmiogodzinne doby czy widoczne przyspieszenia ruchów ludzi lub przedmiotów. Minuty odczuwało się normalnie, pory roku zmieniały się co trzy miesiące, a słońce tak samo kończyło dzień za widnokręgiem. Jedyne, co miało tu znaczenie, to stosunek mijającego czasu między dwoma światami. Jeśli tutaj upłynęła godzina, w „prawdziwym” świecie sekundnik przesunął się tylko o dziesięć pozycji. Tutaj wszystko działo się o szybciej – trzysta sześćdziesiąt razy szybciej. Podczas gdy Julia przeżywała tydzień, rankami chodząc do szkoły, a wieczorami kładąc się spać, w tym równoległym uniwersum mijały całe lata.
– Że ILE razy szybciej?
– Nie przesłyszałaś się. Jedna sekunda w naszym świecie to sześć minut tutaj. Wiesz, dlaczego przestawiłem zegar o cztery godziny? Bo przejście powrotne otworzy się równo za dwa miesiące tutejszego czasu. Tyle właśnie mają trwać uroczystości związane z rocznicą zstąpienia na ziemię Aeis w ludzkiej postaci, na które tu przybyłem. A jest to dla mnie niezwykle istotne, bowiem należę do bractwa Itienu. Jestem jednym z kapłanów Aeis. To najbardziej elitarny zakon w Ardmorze. Aha, teren, na którym znajduje się ten kompleks świątyń, należy właśnie do Ardmoru. Ale o tym się może dowiesz przy okazji – rzekł niechętnie. – Teraz liczy się co innego. Wiedz, że głęboko wierzę w Aeis oraz w przepowiednię jej ponownego pojawienia. Ale nie wierzę, że spełnia się ona właśnie teraz. – Tutaj delikatnie zadrżał mu głos i chłopak znowu rzucił krzywe spojrzenie na dziewczynę.
– Dwa miesiące...? – Julia nie wierzyła własnym uszom. – Wkręcasz mnie.
– Tak, dwa miesiące. Chyba że znajdziesz wcześniej inne przejście, bo ja osobiście znam tylko jedno działające. A jeśli masz wątpliwości co do moich słów, to proszę, wyjdź sobie na zewnątrz, pospaceruj trochę po górach i sama oceń, na ile to miejsce przypomina ci ulicę Paproci – wtrącił zgryźliwie. Wyraźnie miał pretensję do nastolatki za zaistniałą sytuację – skądinąd słusznie, pomyślała potem ze skruchą. Dziewczyna spuściła wzrok w przepraszającym tonie. Łatwo było wywołać u niej poczucie winy.
Dalej chłopak opowiadał o konsekwencjach minionego wieczoru i niespodziewanie przerwanej ceremonii.
– Jesteś pierwszą kobietą od wielu stuleci, która przekroczyła progi tej świątyni. I w ogóle chyba pierwszą osobą pozbawioną błogosławieństwa Aeis, która to zrobiła i jeszcze żyje. A to tylko dlatego, że miałaś cholernie nieprawdopodobne szczęście – wycedził przez zęby. Julia bardzo żałowała swoich przewinień, ale jednocześnie ponownie budziła się w niej niedawna ciekawość i chęć zadawania pytań. Mając przed sobą kogoś, kto wyraźnie orientował się w tej zawiłej sytuacji, czuła się odrobinę bezpieczniej. Poza tym chciała wreszcie zejść z tematu wypominania jej bzdurnych błędów.
– Dlaczego kiedy mnie mijałeś, tam na ulicy, zachowywałeś się tak, eee... – Desperacko szukała odpowiedniego słowa. – Tak dziwnie?
Daniel podniósł jedną brew.
– Tak wyglądałem? – Wydawał się lekko zaskoczony. – No cóż, w drodze do portalu powtarzałem słowa modlitwy oraz swojej przemowy. Mojej pierwszej przemowy, tak notabene, którą teatralnie przerwałaś.
I znowu uszczypliwa uwaga. Jakby miał jeszcze wątpliwości co do odczuwania przez nią wyrzutów sumienia. Postanowiła tym razem to zignorować.
– A co to było, takie zielonkawe światło, które wybuchło z twojego pierścienia?
– To właśnie błogosławieństwo naszej bogini, które zaklęte jest w tym szmaragdzie. – Po tych słowach wskazał na serdeczny palec prawej dłoni, gdzie na powierzchni turkusowego kamienia iskrzyły się odbicia pląsających płomieni. – Teraz jesteś naznaczona piętnem Itienu, choć dla ciebie pewnie nic to nie znaczy. – Westchnął.
– Rzuciłeś na mnie czar po to, żebym zemdlała? – Nastolatka uniosła brwi.
– To reakcja nieprzygotowanego organizmu na tę częstotliwość światła. Poza tym musiałem. Ci głupcy byli tak zaaferowani hipotetycznym pojawieniem się Najświętszej, że nie zdążyli wyczuć w tobie braku jakiejkolwiek aury. Inaczej pewnie od kilku godzin albo byłabyś martwa, albo dogorywałabyś na śnieżnym pustkowiu. Jak już mówiłem, kobietom nie wolno przekraczać progów świątyni.
Julia wzdrygnęła się po tych słowach, chociaż Daniel mówił już cieplejszym tonem.
– Ale dlaczego? – zapytała zupełnie zakłopotana.
– Tylko jedna pani może przebywać w świętym miejscu i zawsze będzie nią Aeis – odparł niejasno. – Wejście do jej świątyń jest zakazane zwykłym ludziom. Nie mam pojęcia, co by z tobą zrobili, ale dziękuj bogom, ba – boskim ptakom, a przede wszystkim dziękuj wielkiej Aeis, za to, że zdołałem ich przekonać i nadal żyjesz. Ale teraz surowo zapłacisz za to zbezczeszczenie. – Jego głos ponownie spoważniał. – Błogosławieństwo Aeis to zaszczyt, którego dostępują tylko nieliczni. Ty zaś na nie nie zasłużyłaś i najświętsza Aeis, zamiast chronić, może chcieć cię teraz ukarać. – Popatrzył srogo na dziewczynę, do której nie wszystko jeszcze docierało.
– Większość z kapłanów to starzy ślepcy, którzy całe życia zatracili na służeniu w świątyni – kontynuował. – Wielu z nich, tak jak ja, przybyło z zewnątrz. Z „naszego” świata. Większość jednak już nie powróciła i albo dawno pomarła, albo z wiekiem zapomniała o swoich domach. Nieliczni założyli nowe rodziny, a ich ciała przystosowały się do tutejszego biegu czasu i zaczęły normalnie starzeć. Moi dawni rówieśnicy skonali, a niektórych sędziwych kapłanów pamiętam ze swoich poprzednich podróży jako ledwie trzynastolatków. Umrą pewnie i oni w tym podłym, zimnym świecie, nigdy nie powracając do swych rodzin, choć tak naprawdę dla ich bliskich minęło tylko parę tygodni.
Dziewczyna obserwowała z przejęciem, jak rozdrażniona dotychczas twarz Daniela przybrała wyraz szczerego smutku. On naprawdę żałował tych biednych ludzi, którzy samolubnie poświęcili swoje życia dla niezrozumiałych uciech mroźnego równoległego świata. Ale w tym krótkim, pełnym strapienia spojrzeniu było coś więcej, jakaś osobista pobudka i poruszenie. Nie śmiała jednak zapytać.
– Julia, słuchaj, bo mamy mało czasu. – Daniel po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu. Ucieszyła się w duchu, że zapamiętał, chociaż momentalnie zrobiło się jej jeszcze bardziej głupio, skoro sama do wczoraj nie rozróżniała go z Patrykiem. To stanowczo wypowiedziane polecenie przywróciło jej skupienie. – Oni są święcie przekonani, że to właśnie t y jesteś inkarnacją Aeis. Mija dokładnie tysiąc pięćset lat od jej przybycia, a ty zjawiasz się wśród ptasiego harmideru ni stąd, ni zowąd, podczas pierwszej ceremonialnej mszy. Nikomu nie przemówimy do rozsądku, bo twoja historyjka jest dość absurdalna, a obecnie nikt poza mną nie używa tego przejścia ze świata zewnętrznego. – W tym momencie zawahał się.
– Nikt poza tobą?
– Nikt. Już nikt – odrzekł krótko chłopak, lecz głos mu dziwnie zadrżał, jakby mówił nieprawdę lub nie był pewien swoich słów. Najwyraźniej czegoś nie chciał jej powiedzieć. Mimo to dziewczyna wykorzystała ciszę na wyrzucenie następnych nękających ją pytań.
– Skąd w ogóle wiesz o tym miejscu? O tej całej Aeis? Czy Patryk też tutaj był? No bo dlaczego niby przejście znajduje się tak po prostu pod naszą szkołą? I co-
– Na litość boską, dość! – Daniel krzyknął tak niespodziewanie, że aż podskoczyła. – Na włosku wisi twoje i teraz zapewne także moje życie, a ty o takie pierdoły pytasz! W dodatku szlag mnie trafia, bo ja czekałem na zjawienie się Aeis, a nie jakiejś nieprzytomnej nastolatki! Dziewczyno, ogarnij się, czas ucieka! – Oczy młodzieńca zapłonęły w eskalacji złości. Julia wstrzymała oddech. – Wykuj na pamięć tę pieprzoną kartkę, a ja potem przemycę ci jakąś księgę z mitologią Per'imu. Musisz, do cholery, przynajmniej orientować się w swojej własnej historii! Przez dwa miesiące nie możesz ani na chwilę wzbudzić wątpliwości, że to właśnie TY jesteś współczesną inkarnacją Aeis, bo inaczej oboje skończymy w trupiarni – ty za szerzenie herezji, a ja za kłamstwo oraz impulsywne podjęcie decyzji. Czy zrozumiałaś jasno?
Dziewczyna zaczęła pojmować, że to nie są żarty ani zabawa w przygodę. Musi stawić nagle czoło obcej kulturze i religii, jednocześnie sprawiając wrażenie, że to dla niej chleb powszedni. Jej umysł zatrwożyła myśl o liczbie potencjalnych okazji do potknięcia i zdradzenia się.
Czuła się jak karcone przez rodzica dziecko. Nie przypuszczała, że chłopak, którego jeszcze dzień wcześniej traktowała jako ewentualnego partnera do randki w ciemno, jest w stanie tak ostro ją zganić i gwałtownie wybuchnąć krzykiem. Jego gęste brwi pod ciemnymi kosmykami włosów zmarszczyły się, a nozdrza orlego nosa lekko poszerzyły. Na bladych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Dziewczyna doznała na moment dziwnego uczucia egzaltacji, choć świadomość powagi sytuacji szybko zgasiła niecodzienne wrażenie i kazała jej skinąć głową.
– Tak. Chyba rozumiem. – Pełen strachu głos ledwo dotarł do jej własnych uszu.
Nastała chwila ciszy, która powoli gasiła wzburzone emocje i napiętą atmosferę. Daniel zamknął oczy i złapał się za głowę. Wyglądał na wyczerpanego i skonsternowanego.
– Dobra, to na razie tyle. – Wstał z krzesła i rozejrzał się po pokoju. – Jutro wyruszamy do zachodnich świątyń, lecz już dzisiaj pokażesz się na mszy. Musisz pobłogosławić wiernych – rzekł obojętnie, nie zważając na pytającą minę nastolatki, po czym wyjął z kieszeni jakąś różową kostkę i położył ją na stoliku. – Masz trochę mydła, przyda ci się. Potem przyniosę ci trochę pasty do zębów, szczoteczkę musisz skombinować sobie sama – wyszczerzył zęby. Z błyskiem w oczach wskazał na kąt pomieszczenia, gdzie znajdowały się dwie ceramiczne misy, z których jedna była pełna wody, oraz nieduże drzwiczki wbudowane w ścianę. – Aha, toaleta i zsyp na odpady są tam. Życzę ci miłego pobytu w Ardmorze, Julio.


Te ostatnie, pełne ironii słowa, odbijały się echem w głowie nastoletniej panny Potockiej niczym w bezdennej studni. Miała ledwie kilka godzin, aby przygotować się na dwumiesięczne wakacje w krainie pełnej mrozów i średniowiecznych warunków życia. Jedynym pocieszeniem była myśl, że przynajmniej w domu nie zdążą za nią zatęsknić. Prędzej ją samą dopadnie nostalgia, bo nie pokładała wielkich nadziei na wsparcie ze strony zezłoszczonego Daniela. Zbyt drastycznie namieszała mu w planach, nie ma co. Bolało ją bardzo przeświadczenie, jak trudno będzie naprawić tę niefortunnie rozpoczętą znajomość, szczególnie że chłopak ewidentnie skrywał przed światem własne problemy. A teraz Julia stała się kolejnym brzemieniem, które młodzieniec musi dźwigać przez całe dwa miesiące. I wszystko przez jedną, głupią, w dodatku własną decyzję.
Siedziała zatem na krześle roztrzęsiona, zerkając raz po razie na nieszczęsną karteczkę i usilnie próbując skupić się na jej treści. Jeszcze nigdy zrozumienie i przyjęcie do wiadomości raptem kilkunastu zdań nie przychodziło jej z takim trudem.
Julio,
od dziś Twoje imię brzmi Aeis.
Jak Księga głosi:
Jesteś jedyną władczynią dusz, ziarenek życia, które prowadzisz w odpowiednie miejsca i sadzisz, aby wyrosły z nich żywe istoty. Od Ciebie zależą ich korzenie.
Twoja święta psyche* zrodziła się z najczystszej Prawdy, której strzeżenie jest Twym zadaniem. Wyszukujesz zepsute ziarna, fałszywe dusze, i karzesz je adekwatnie do popełnionych grzechów. Twoimi powiernikami są czarni ptasi słudzy, którzy pełnią rolę przewodników zabłąkanych dusz.
Mieszkasz w Per'imie, krainie bogów. Swoją rangą i ważnością wyrastasz ponad wszystkie inne bóstwa poza jednym – Ageonem, bogiem śmierci i fałszu, Twym partnerem w Czasach Powstania, z którym spłodziłaś świat.
Jesteś panią nas wszystkich.
Jesteś Aeis.

~*~

O opowiadaniu



GENEZA


Nie będę owijać w bawełnę: bezpośrednią pobudką do stworzenia tego opowiadania była chęć napisania parodii współczesnych harlequinów dla nastolatków. Fabuła miała być absurdalna, wyolbrzymiona, miejscami groteskowa. Z momentem wymyślania hstorii jednak zdecydowałam się przekształcić pierwotną ideę w pastisz, czyli jedynie uchwycenie cech najbardziej charakterystycznych dla tego typu powieści. Również i ten pomysł upadł, jak tylko byłam w połowie trzeciego rozdziału...

Ostatecznie nie wiem, jak nazwać ten twór, któremu na imię "Aeis: Fałszywa Dusza". Chcę zawrzeć w tym opowiadaniu wszystkie najlepsze oraz najistotniejsze elementy, które tworzą porywającą historię dla nastoletnich czytelników (głównie czytelniczek) romansów fantasy i im podobnych. Chcę chwytać za emocje, bawić i wzruszać, a jednocześnie pokazać, że wymarzona przygoda niekoniecznie musi być przyjemna, oraz że wampiry wbrew pozorom nie świecą iskierkami... ;)


FABUŁA


Z jednej strony linia fabularna będzie opierała się na znanych wszystkim schematach (czyli m.in. dylematy wyborów, zderzenia ideałów z brutalną rzeczywistością, romanse, tajne organizacje, bitwy, magiczne zjawiska, przepowiednie i mnóstwo innych!), z drugiej jednak zamierzam uczynić ją nieprzewidywalną nawet dla kogoś, kto przeczytał tysiące podobnych opowiadań. Zadanie niełatwe, ale dam z siebie wszystko. :)

Najważniejszym wątkiem będzie przemiana głównej bohaterki. Oczywiście wewnętrzna. Nie chciałam startować z wszędobylską Mary Sue, dlatego Julia nie grzeszy ani urodą, ani inteligencją. Ma dość słaby charakter, sporo kompleksów oraz woli pozostać w cieniu innych (vide: Angelika). Jednocześnie jest osobą nadzwyczaj ciekawską oraz bujającą w obłokach, co - jak widać - ściąga na nią same kłopoty. I te właśnie cechy zamieszam u niej zmienić. Jak? Zobaczycie sami. :)


TECHNIKALIA


Spora część opowiadań czy powieści obracająca się wokół tematyki fantasy i romansu z nastolatką w tle jest pisana narracją pierwszoosobową. Ja jednak zdecydowałam się na coś innego. Już na samym początku w prologu wyjaśniam, dlaczego Julia sama nie opowiada tej historii. Dochodzi do tego moja osobista awersja do pierwszoosobowej narracji, bowiem nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że jedna osoba mogła zapamiętać tyle szczegółów z danej historii. :D Dlatego właśnie zdecydowałam się na narrację trzecioosobową, jednak pisaną z perspektywy głównej bohaterki. Oznacza to, że narrator nie jest wszechwiedzący (poza nielicznymi wtrętkami) i czytelnik poznaje świat razem z Julią.

"Aeis: Fałszywa Dusza" to tytuł dwuczłonowy. W domyśle jest to pierwsza (lub niezależna) część z uniwersum Aeis. Zakładam, iż w przyszłości powstaną albo kolejne części opowiadania, albo zupełnie oderwane od jego fabuły inne twory powiązane z tym światem, krainą Ardmor itp.. Nie lubię zawczasu zamykać sobie wrót do potencjalnych wariacji, a dodatkowo motywuje mnie to do dalszego pisania. ^^

Za betatesty opowiadania odpowiada cudowna Leleth, bez której żyłabym w wiecznym strachu przez zapomnianymi przecinkami, literówkami czy innymi trudnymi do wyłapania błędami.

~*~

Bohaterowie


Z góry zaznaczę, iż dział powstał na specjalne zamówienie, jako że pierwotnie nie zamierzałam go tworzyć. Uznałam jednak, iż warto przynajmniej pokazać bohaterów tak, jak sama ich sobie wyobrażam. Zapraszam zatem do zapoznania się z jeszcze skromną galerią postaci, która z dalszym biegiem historii będzie uzupełniana o nowe nowe oraz informacje dotyczące starych. Jeśli czas pozwoli, postaram sie również przemalować pozostałe portrety. :>

JULIA POTOCKA

WIEK: 17 lat
ZNAK ZODIAKU: Ryby
WŁOSY: kasztanowe i lekko falujące;
OCZY: szare, zawsze szeroko otwarte;
WZROST: 165 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: blada cera, brwi wyraźnie zarysowane i delikatnie przekrzywione do góry, nadając twarzy częstą ekspresję zdezorientowania lub lęku;
OSOBOWOŚĆ: nad wyraz ciekawa świata, trochę infantylna idealistka, oderwana od rzeczywistości marzycielka, wrażliwa, łatwowierna i często ulegająca innym, żądna sprawiedliwości, wiecznie poszukująca własnego "ja";
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): główna bohaterka, domniemana inkarnacja bogini Aeis;

DANIEL ZE SHYADU

WIEK: 19 lat;
ZNAK ZODIAKU: Wodnik;
WŁOSY: ciemnobrązowe, w wiecznym nieładzie;
OCZY: jasnobłękitne, często podkrążone;
WZROST: 176 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: chorobliwie blada cera, gęste brwi, orli nos, wyraźne kości policzkowe, błędne spojrzenie;
OSOBOWOŚĆ: wyjątkowo uparty, wierny swoim ideom, bardziej ceniący dane słowo aniżeli zdrowy rozsądek, dobroduszny i pragnący dobra, lecz jednocześnie niecierpliwy, wybuchowy, nieprzewidywalny;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): pierwszy główny bohater męski, protektor i powiernik Julii podczas podróży przez Ardmor;

BOGINI AEIS

WIEK: nieznany;
ZNAK ZODIAKU: nieznany;
WŁOSY: jasnozłote, falujące;
OCZY: srebrne, lekko skośne;
WZROST: nieznany;
CECHY SZCZEGÓLNE: nieskazitelne, delikatne rysy twarzy, zjawiskowa, eteryczna;
OSOBOWOŚĆ: wedle doniesień zachowanych w księgach kapłanów Itienu: szczera, sprawiedliwa, obiektywna, niewybaczająca, butna, nieprzewidywalna;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): mityczna bogini dusz, władczyni życia, strażniczka prawdy, czczona przez Ardmorczyków jako najważniejsza mieszkanka Per'imu (królestwa bogów); jej symbolem jest czarny ptak;

SERGIUSZ FARGARATH

WIEK: 22 lata;
ZNAK ZODIAKU: Skorpion;
WŁOSY: kruczoczarne, zaczesane do tyłu;
OCZY: piwne, głęboko osadzone;
WZROST: 181 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: podłużna twarz, równy zarost, kozia bródka, przenikliwe spojrzenie i szyderczy, często wręcz szatański uśmiech;
OSOBOWOŚĆ: tajemniczy i milczący, skrzętnie chroni swoją prywatność i życie poza świątynią; cyniczny, bez skrupułów dążący do własnych celów, podejrzliwy, wpływowy;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): kapłan pierwszego stopnia w świątyni Aeis, podróżnik i pielgrzym, większość życia poświęcił na wędrówkach w odległe rejony, aby rozsławiać boginię; główny antagonista na obecnym etapie historii;

ELMUD NEGWAR

WIEK: 73 lata;
ZNAK ZODIAKU: Bliźnięta;
WŁOSY: siwe, zmierzwione;
OCZY: niebieskie;
WZROST: 173 cm;
CECHY SZCZEGÓLNE: gęsta siwa broda i wąsy, wydatny nos, kwadratowa twarz, zmarszczki charakterystyczne dla częstego uśmiechu;
OSOBOWOŚĆ: powierzchownie lekkoduch i ekstrawertyk, dusza towarzystwa, łatwo dający się ponieść emocjom, w rzeczywistości zaś perfekcjonista, ostrożny w swoich decyzjach i doświadczony życiem mędrzec, potrafiący w mig przejrzeć drugiego człowieka, głęboko wierzący w Aeis;
ZNACZENIE W HISTORII (na chwilę obecną): pierwszy arcykapłan w najstarszej świątyni poświęconej Aeis, główny decydent i mentor dla pozostałych kapłanów;

ZIEMSKIE WCIELENIE AGEONA

(wkrótce)


~*~

O trzecim rozdziale słów kilka...


Pora na pierwszy news z prawdziwego zdarzenia. Przede wszystkim: dziękuję Wam za atak wspaniałych i motywujących komentarzy! Przyznam, że zaskoczył mnie tak duży oraz pozytywny odzew tuż po otwarciu bloga. :3 Ponad 600 odsłon! To jedynie dodaje mi energii na dalsze pisanie!

Dzisiaj prezentuję Wam trzeci rozdział opowiadania, najbardziej istotny dla dalszej fabuły. Zamykam nim wstęp do całości, dając podwaliny całej historii.
Mam nadzieję, że nie piszę zbyt długich rozdziałów oraz że nie przesadzam z opisami. ;) Ale jakby co, nie martwcie się - kolejne części będą aż kipiały od dialogów, bo opowiadanie dopiero się rozkręca!

W najbliższych dniach postaram się wrzucić na stronę:
- F.A.Q.. Dostałam trochę pytań i pomyślałam, że warto byłoby je zebrać w jedno miejsce.
- Dział "Bohaterowie". O tak, nareszcie poznacie twarze pierwszych najważniejszych postaci z opowiadania.
- Rozdział IV...? Mam wielką nadzieję, że zdołam go napisać jeszcze w tym tygodniu!

Tymczasem ściskam gorąco i zachęcam do wyrażania swoich opinii lub propozycji w komentarzach!

~*~

ROZDZIAŁ III




Ogłuszający, jednostajny szum wypełnił jej głowę, a przed oczami pojawiła się bezkresna biel bez widocznej ziemi, nieba czy horyzontu. Chciała złapać się za uszy, ale nie czuła, aby ruszała rękami; spróbowała zasłonić oczy, ale dłonie odmówiły jej posłuszeństwa, a zamykane powieki wciąż ukazywały ten sam biały świat. To było koszmarne. Miała wrażenie, że się dusi, że ta pozornie pusta przestrzeń zaraz ją przygniecie. Myślała, że cała wiruje, chociaż nie odczuwała żadnego ruchu ani nie potrafiła rozróżnić góry od dołu. Było coraz głośniej, coraz jaśniej, coraz szybciej, aż zdało jej się, że zaraz wybuchnie.


Gwałtowny powrót grawitacji powalił ją na ziemię. Zapadła cisza, przerywana sporadycznie echem kapiących w oddali kropli wody. Julia objęła mocno głowę i trwała w bezruchu dłuższy czas, próbując otrząsnąć się po przeżytej właśnie traumie oraz zdobyć pewność, że ten koszmarny szum wplątany w wirującą biel już nie wróci. Kiedy wreszcie odważyła się podnieść wzrok i rozeznać w okolicy, była zdezorientowana. Zobaczyła ten sam portal z rzeźbą kobiety, te same schody na górę. Nadal znajdowała się w kamiennej komnacie?
Jednak chwila oprzytomnienia pozwoliła ocenić, iż obecne pomieszczenie mimo wszystko różni się od poprzedniego. Było puste i bardzo ciemne, a ze szczytu schodów jarzyło się delikatne płomienne światło i tylko dzięki niemu dało się dostrzec kontury otoczenia. Dziewczyna obejrzała się i, ku niemałemu przerażeniu, spostrzegła jedynie kamienną ścianę. Żadnego portalu, żadnego powrotnego przejścia. Cóż za pech z tymi drzwiami dzisiaj, pomyślała. Znowu pozostaje jedynie droga naprzód.


Im wyżej wspinała się po schodach, tym mocniej biło jej serce. Poczuła powiew mroźnego wiatru i zapach zimy, więc odruchowo poprawiła chustę i zapięcie płaszcza, które niestety srodze ucierpiały podczas przygód z brudnymi skałami. Dotarła na górę, gdzie znajdowało się wyjście z jaskini. Do ściany przymocowano tu niewielką pochodnię, która już dogasała, migocząc pomarańczowymi iskrami. Na zewnątrz panowała noc, a śnieg padał obficie.
I właśnie nie wszystkie dotychczasowe niespodzianki, tylko te lądujące na nosie i policzkach płatki najzwyklejszego białego puchu stanowiły granicę cierpliwości nastolatki. To było już po prostu zbyt wiele, aby traktować obecne zajścia poważnie! Julia nigdy nie doświadczyła podobnie realistycznego snu, zatem do teraz, do tych przeklętych płatków śniegu, nawet przez moment nie wątpiła w realność wydarzeń. Obecnie jednak chciało jej się śmiać. To NIE MOŻE być prawdziwe. Nie ma opcji. Może czegoś się naćpała? Oczywiście, to również byłoby dziwne, jako że dziewczyna stroniła od używek, jednak na bank, na sto procent, nie byłoby dziwniejsze, niż właśnie rozpościerający się przed nią krajobraz ośnieżonych ruin na tle górskich łańcuchów!
Znów zawirowało jej w głowie, tym razem jednak od wysokości oraz nadmiaru rześkiego powietrza. Po prawej stronie oraz przed sobą miała przepaść. Po lewej jednak prowadziła w dół kamienista wąska ścieżka, wijąca się wzdłuż masywu skalnego wysokiego na jakiś tysiąc metrów. Jaskinia mieściła się mniej więcej w połowie drogi od ziemi do szczytu, a i tak dziewczyna ledwie mogła dostrzec czubek góry. W dół wolała nie patrzeć.
Nastolatka przyznała, że owszem, nie zdążyła jeszcze dobrze poznać swojego nowego miejsca zamieszkania. W zasadzie poza trasą do szkoły i do centrum nie orientowała się wcale, gdyż wszędzie indziej zawozili ją znajomi. Ale dałaby sobie rękę uciąć, że w tym rejonie kraju nie ma żadnych cholernych gór! I w co ja się wkopałam, westchnęła.
Kłęby śnieżnego pyłu krążyły w powietrzu i nieprzyjemnie szczypały w skórę. Gdzieś w oddali słychać było pokrakiwanie ptaków. Nocna sceneria wyglądała niczym ciemność zalana mlekiem, jednak kiedy Julia wytężyła wzrok, dostrzegła kilka niewyraźnych światełek wśród nieokreślonych ruin na dnie doliny. To świadectwo obecności człowieka przypomniało jej o osobie, przez którą tu w ogóle wylądowała. Wzięła się w garść i zaczęła wokół szukać śladów kogokolwiek, kto ostatnio przemierzał przełęcz. Przecież to było zaledwie parę minut temu, chłopak nie mógł odejść daleko.
Tuż za wejściem do jaskini, pod tlącą się pochodnią, znalazła niewyraźne odciski ogromnych butów. Bingo. I chociaż na kamiennej ścieżce śnieg już zdążył pokryć wszelkie ślady niedawnej wędrówki, nastolatka miała pewność, że odpowiedzi na swoje pytania bez wątpienia znajdzie wewnątrz ruin. Wciąż bowiem naiwnie żyła nadzieją, iż cały ten ambaras okaże się jednym wielkim nieporozumieniem, które da się logicznie wyjaśnić.


Kolejne pół godziny dziewczyna spędziła na powolnej podróży w głąb doliny. Ścieżka, miejscami wąska na najwyżej metr i cholernie śliska, usłana była kamieniami, gałęziami oraz czymś, co podświadomość Julii nazwała kośćmi. Po bliższym rozpoznaniu okazało się, że to tylko korzenie martwych drzew, ale wyobraźnia nastolatki już zaczęła pracować, a przerażenie się powiększać. Im niżej schodziła, tym więcej napotykała dowodów ludzkiej bytności: kawałki szklanych i glinianych naczyń, brudne strzępy szmat, drewniane koło czy zardzewiałe sztućce – wszystko zniszczone, zgubione bądź pozostawione dawno temu na pastwę mrozu i wilgoci.
Kto tędy podróżował? Dlaczego nikt tego nie posprzątał? Co to w ogóle za miejsce? Liczba pytań rosła tak dynamicznie, że nastolatka zaczęła mieć obawy, czy wszystkie spamięta.
Zbliżające się ruiny bardziej przypominały zbiorowiska ułożonych przypadkowo cegieł aniżeli pozostałości po budowlach czy świątyniach. Niemniej światła pochodni były coraz jaśniejsze i jak magnes przyciągały zmarzniętą na sopel lodu Julię, która nie czuła już nosa i uszu, a głowę zdobiła jej czapka z mroźnego śniegu zamiast własnoręcznie szydełkowanej wełny. Ubrała się w końcu na chłodny jesienny wieczór, a nie zimową wycieczkę po górach! Z radością dotarła pod kamienne zadaszenie i, na ile to było możliwe wśród śnieżnej zawiei, ogrzała się trochę przy ciepłodajnym płomieniu.
Ceglany mur był nierówny, pełen dziur i walającego się wokół gruzu. Wyglądał niemalże, jakby groził rychłym zawaleniem. Przez szczeliny, prócz świstu wiatru, uszy dziewczyny dobiegł głęboki dźwięk, przypominający brzmienie ludzkiego głosu. Ucieszyła się, że idzie w dobrym kierunku. Podążając za echem wzdłuż ściany, kilkanaście kroków za rogiem, Julia zaszła pod wielkie drewniane wrota oraz dwie gigantyczne kolumny, chyba jedyne elementy ruin nietknięte przez czas. Głos wyraźnie dobiegał z wewnątrz i swoim wzniosłym tonem wskazywał na czyjąś przemowę.
Weszła do środka z przeczuciem, że zaraz pewnie i to wejście zostanie zamknięte. Ale już miała to gdzieś. W gorsze bagno nie może już zabrnąć, prawda? Prawda?...


W nieoświetlonej komnacie było cieplej, lecz nadal nieprzyjemny chłód wlatywał przez otwory w ścianach. Bezpośrednio naprzeciwko wrót, z muru zwisały ciężkie ciemnoczerwone zasłony. Pośrodku nich majestatycznie prezentował się wysoki na co najmniej pięć metrów gobelin z wizerunkiem jasnowłosej kobiety otoczonej stadem czarnych ptaków – zapewne tej samej damy, która widniała na portalowej rzeźbie. Niewiasta stała z rozłożonymi rękoma, odziana w skromną, lecz półprzeźroczystą suknię. Po jej prawicy, tuż nad dłonią, unosił się wizerunek księżyca z karykaturalną, wykrzywioną w grymasie twarzą; po lewej zaś stronie, w ten sam sposób, lewitowało cudaczne słońce. Kobieta najwyraźniej frunęła w powietrzu, bowiem w tle umieszczono liczne chmury, czarne ptactwo, a na dole gobelinu wytkano malutkie budynki, pola oraz lasy.
Julia zapewne chętnie popodziwiałaby ten precyzyjnie wyszyty obraz, gdyby nie panujący półmrok, przykry chłód, nieustępujący niepokój oraz wciąż narastająca ciekawość. Po obu stronach komnaty znajdowały się schody prowadzące w dół.
Głos mężczyzny – teraz była już tego pewna – stawał się coraz bardziej wyraźny, choć nadal zakłócany echem. Aura otoczenia przywiodła dziewczynie na myśl wielki pusty kościół oraz księdza odprawiającego śmiertelnie nudne kazanie. Nawet podobnie pachniało, a i tembr jego głosu brzmiał kościelnie. Czyżby na dole odbywała się jakaś msza?


Zeszła na potężną kondygnację zdobioną w większości zrujnowanymi arkadami i kolumnami. Wysokie, łącznie trzypiętrowe krużganki, otaczały leżący w głębi dziedziniec, wielki na przynajmniej dwa szkolne boiska.
Widok był niesamowity. Mury wokół kondygnacji pięły się ku szczeremu niebu, setki metrów do góry, kończąc się na nierównych wysokościach. Za czasów swojej świetności świątynia ta musiała być wspaniałym, dorównującym górom budynkiem, budzącym respekt nawet u bogów. Teraz po dawnym majestacie ostały się jedynie ścienne wieże z dziurami, które trudno było odróżnić od okien, niedające schronienia nawet przed czymś tak prozaicznym jak padający śnieg. Owe wnęki oraz zadaszenia dały jednak dom stadom dzikich czarnych ptaków, które chmarami obsiadły każdy wolny od wilgoci fragment kamienia i spoglądały z góry na odbywające się w dole widowisko.
A tam, na placu, gęsto tłoczyły się setki zakapturzonych postaci. Wszyscy zgromadzeni byli wokół olbrzymiego pomnika, który rozmiarami doganiał mury budowli. Julia rozpoznała w figurze kobietę z popiersia i gobelinu. Stało się jasne, iż rzeźba przedstawiała królową bądź boginię. Postać wznosiła w stronę nieba prawą dłoń w geście przywitania, a jej włosy kryła gęsta warstwa śniegu przypominająca koronę. Naprzeciwko pomnika, pod jasnym marmurowym blokiem, twarzą zwróconą do zebranych, przemawiał siwobrody mężczyzna.
– ...i odtąd jej kamienne spojrzenie zagląda w głąb duszy każdego człowieka, czy młody, czy stary; czy grzesznik, czy prawy; czy wierny, czy heretyk... – głosił natchniony starzec.
Kryjąc się w cieniu, Julia powoli zeszła na najniższą kondygnację i wspięła się na jeden z bloków marmuru ukrytych za kolumnami. Stąd mogła zarówno idealnie obserwować plac, jak i słyszeć prawie każde słowo mówcy. Od początku miała dobre przeczucie co do drogi; każdy ze zgromadzonych ludzi odziany był w dokładnie taki sam płaszcz, jak ten, który widziała wcześniej na śledzonym chłopaku. Wystarczyło chwilę poszukać wzrokiem...
Jest! Stoi tam! Na wzniesieniu obok przemawiającego, wśród dwóch innych mężczyzn, stał nikt inny, tylko Patryk. Miał zamknięte oczy, a w dłoniach miętolił jakiś świstek papieru. Cały czas wyraźnie się denerwował.
Siwobrody mężczyzna zamilkł. Ton oraz temat jego mowy były tak bardzo wzniosłe, że nawet mimo wysiłku Julia nie potrafiła sobie przypomnieć, o czym on właściwie mówił. Na pewno o tej wszędobylskiej kobiecie, ale kim ona jest? Nastolatka poczuła się jak po nudnej lekcji filozofii.
Wtem na miejsce starca wszedł Patryk. Dziewczyna momentalnie wlepiła w niego szeroko otwarte oczy i nastawiła uszy. Czyli on też będzie przemawiał? Trzecioklasista? W tym świętym i tajemniczym miejscu pełnym dziwnych starców? Tego się nie spodziewała.
Jeden z ptaków zleciał tuż pod blok marmuru, na którym usadowiła się Julia, i zaczął donośnie krakać. Noż cholera, akurat teraz! Schowała się prędko z powrotem za kolumnę, coby przypadkiem skrzeczący odgłos nie przykuł niczyjej uwagi. Pozostało jej słuchanie, jak ciepły, dźwięczny głos rozpoczął swoją przemowę:
– Drodzy zebrani tu bracia! Najwyżsi kapłani Itienu! Bogowie zamieszkujący Per'im! Wypełnia mnie radością myśl, iż w tak chwalebnym dniu doznałem zaszczytu przemawiania do was. – Młodzieniec tak bardzo był przejęty, że musiał przerwać, kiedy głos zaczął mu się lekko załamywać. Jednak mimo to, w kontraście do siwobrodego, jego mowa była miodem na uszy, a przynajmniej dla Julii.
– Kra, kra! – zaskrzeczała wrona. Dziewczyna z lękiem obserwowała, jak ptak zbliżał się do niej z dziwnym zaciekawieniem w oczach, przekrzywiając łebek to w jedną, to w drugą stronę. – Kra!
– W tysiąc pięćsetną rocznicę zstąpienia na ziemię Aeis, w tym świętym okresie dla całego bractwa Itienu i każdego wyznawcy naszej pani, pozwolę sobie przytoczyć fragment z Księgi Przepowiedni, tę nieutraconą jeszcze nadzieję, która każdego dnia wypełnia nasze serca.
W tym momencie zaszeleścił skrawek papieru, a młodzieniec wziął głęboki wdech.
– Kra! – Natrętna wrona nie dawała Julii spokoju, akurat kiedy nastolatka naprawdę chciała słuchać dalej. Głos chłopaka był jak piękna melodia. Mimowolnie pochłaniała każde słowo, szczególnie że mówił coraz śmielej i głośniej. Kim była Aeis? Och, ileż pytań będzie miała do Patryka, kiedy ta cała ceremonia dobiegnie końca!
– Bogini Aeis! – zaczął odważnie chłopak, udzielając tym samym odpowiedzi na myśli dziewczyny. – O, matko prawdziwych dusz, kochanko życia, przywoływaczko wiatru. Tak jak ongiś, zrodzona z aniołów, przybyłaś na ziemię, by strzec swych błędnych dzieci przed niebezpieczeństwem, któremu na imię ułuda... – Gdzieś z głębi dobiegło głośne „kra!”. – ...Tak wierzymy, iż lada dzień zlecisz do nas, wiernych, prowadzona przez wiatry skrzydlatych towarzyszy, i ponownie obdarzysz nas łaską swej dobroci i siły. – Młodzieniec zrobił krótką przerwę, aż echa jego ostatnich słów (oraz wroniego krakania) umilkły.
– Bracia najmilsi! – kontynuował już bardziej spokojnie. – Ten moment wiele dla mnie znaczy. Pamiętam swoją inicjację, jak by to było ledwie wczoraj. A dziś? Stoję pod pomnikiem Najwspanialszej, będąc godzien uwagi waszych uszu i oczu. – (kra!) – Ja, Daniel ze Shyadu, będę...
C-co? Czy dobrze usłyszała? Daniel?! Czyli ten drugi chłopak, znajomy Patryka? Czy to oznacza, iż od samego początku Julia podążała za złą osobą?!
Zszokowana dziewczyna gwałtownie wychyliła głowę, tak jakby patrzenie miało potwierdzić zasłyszane słowa. W tym momencie wrona obrała sobie za cel jej nogę, bezczelnie się na niej usadawiając. To, co się wydarzyło dalej, trwało zaledwie kilka sekund, a było najbardziej niefortunną reakcją łańcuchową o najpoważniejszych konsekwencjach, jakie tylko można sobie wyobrazić:
Dziewczyna momentalnie machnęła nogą, gdy tylko poczuła, że coś tam usiadło. Tym samym potrąciła jeden z kamieni na marmurowym bloku. Ten spadł na inny głaz, który już wcześniej był na granicy równowagi. Przewrócił się na kolumnę arkady, a ta z racji wieku nie wytrzymała naporu i rozpoczęła kilkuetapową sekwencję domina. Spowodowało to nadwyrężenie części konstrukcji i ledwo Julia się zorientowała, a prosto na nią leciała kolumienka z górnej kondygnacji. Ratując się, zeskoczyła z bloku prosto na schody prowadzące na dziedziniec. Przerażona hukami wrona hałaśliwie odleciała, a wraz z nią na sygnał zerwały się kolejne chmary głośnego czarnego ptactwa.
Jeszcze nie minęły echa walonego gruzu z akompaniamentem kraczącego chóru, a setki zdumionych oczu patrzyły, jak deszcz czarnych piór opada powoli wokół leżącej na schodach, poobijanej nastolatki.


– Yyy. – Zaczęła zmieszana. Miała powiedzieć „cześć”, jak to zwykli w podobnych sytuacjach mówić bohaterowie seriali, ale kompletnie ją zamurowało. To się nie dzieje naprawdę, to się nie dzieje naprawdę – powtarzała w myślach. Patryk, albo raczej Daniel, wpatrywał się w nią wielkimi oczami, jakby zobaczył zjawę.
– To... ona? – niepewnie spytał jakiś głos wśród tłumu.
– Pani Aeis? – podchwycił ktoś inny.
– Nie może być.
– Czyli intruz? – zachrypiał gniewnie jakiś niski starzec. To się już Julii nie podobało.
– Nie, nie... – podjął młodzieniec, który do niedawna był jeszcze Patrykiem. – To JEST ona. Nasza pani. Spójrzcie! – wskazał szerokim gestem wronie pióra. – Zleciała tu z nieba na skrzydłach duchów powietrza. Aeis!
– Aeis! – powtórzyło kilku naraz.
„Aeis, Aeis!” Tłum zaczął deklamować to imię niczym mantrę. Dziewczyna nie zdążyła jeszcze wstać, jak w trwodze obserwowała masy podekscytowanych kapłanów sunące w jej stronę. Była przerażona do granic przytomności. Zrozpaczona patrzyła na biegnącego w jej kierunku Daniela, który chyba jako jedyny zdołał uchować świadomość umysłu i nie zachowywał się jak w transie. Zanim setki zafascynowanych duchownych otoczyły Julię, chłopak machnął jej przed oczami swoją dłonią. Dostrzegła srebrny pierścień, z którego turkusowego kamienia poraził ją błysk światła. Wnętrze jej ciała wnet zawrzało, a siły natychmiast uleciały. Wszystkie głosy wokół zlały się w jeden głuchy jęk.
Poczuła, jak bezwładnie opada na ręce Daniela.
– Nie jestem Aeis... – wymamrotała ostatkiem sił. Jego usta delikatnie musnęły ucho dziewczyny.
– Wiem. – Usłyszała cichy szept, po czym straciła przytomność.

~*~

Blog wystartował!


Witajcie! Po długich przygotowaniach postanowiłam nareszcie oficjalnie aktywować bloga. Póki co znajdziecie tutaj garść informacji, prolog oraz dwa pierwsze rozdziały z opowiadanie "Aeis: Fałszywa dusza", jednak z czasem strona będzie się rozbudowywać. : )

Jako że blog jest nowy, a ja kompletnie nikomu nieznana w pisarskich kręgach, byłabym niezmiernie wdzięczna za szepnięcie słowem lub dwoma innym osobom, które być może chętnie czytałyby to opowiadanie.

Chciałabym bardzo rozruszać to miejsce, jednak brakuje mi pomysłów. Może sami coś doradzicie? ;)

- Copyright © Aeis: Fałszywa Dusza ~~ opowiadanie fantasy - Powered by Blogger - Base theme designed by Johanes Djogan -